sobota, 24 stycznia 2015

Kończymy ten związek?... Agnieszka i Michał spojrzeniem okiem czasu....

                           

Każdy związek dwojga ludzi, jest tą próbą czasu, siły charakterów oraz cierpliwości. Nie od dziś wiadomo, że cierpliwość trzeba trenować. Tylko dlaczego tak długo?... W każdym związku są spory, jest różnica zdań i zawsze będą wymagania - nie ukrywajmy, każde z nas stawia swojemu partnerowi / partnerce pewne oczekiwania, które chcemy aby były w miarę dobrze zachowane. Z drugiej strony, czy bycie w związku to kara? No nie, ale patrząc na to co dzieje się na zewnątrz naszych światów, można stwierdzić, że związek to kontrakt biznesowo - towarzyski, bez uczuć i odpowiedzialności za słowo - Kocham na dobre i na złe... 
 Za to mamy w związkach: obarczanie się winą, wmawianie sobie, że jakoś to będzie i bawimy się dalej, mamy brak bliskości i uczuć. Czyja to wina? Powiecie, że żyjemy w kraju który ma nas w głębokim poszanowaniu? Zgadza się, przyszło nam żyć w ciężkich warunkach, niesprzyjających dla ludzi. Jednak, gro osób, daje radę przetrwać i są z sobą nadal. Nie wspomniałem o najważniejszym aspekcie bycia w związku - zawsze ale to zawsze należy rozmawiać, bo nawet przez łzy to jest dialog, to usłyszenie siebie i drugą osobę. Często i spotykam się z tym, ludzie zamiast rozmawiać, wybierają drogę słowa pisanego do siebie. Ciekawe nie? Też bardzo dobra forma dialogu, bo tekst jest tym wyraźniejszym głosem duszy, serca, rozumu... 
 Chciałbym Wam przedstawić list, tak list. Zacznę może od początku. Kilka dni temu, dostałem na e - maila bardzo długi list z załącznikiem. Był od mojej dobrej znajomej. Napisała w nim i opisała, wiele spraw z swojego życia, jak było kiedyś i jak wygląda teraz. Opowiadała o dzieciach, o tym jak wraz z mężem mają przysłowiowe urwanie głowy z najmłodszym synem, A to, że auto muszą zmienić bo to stare ma już cztery lata ( sic! ) Ot, zwykłe normalne życie za zachodnią granicą. 
 Opisywała też, że kiedyś, sześć lat temu, miała bardzo ciężko w życiu tu w kraju, Mówiła, jak bardzo została wmieszana w związek w którym szybko nastąpiły wymagania a zabrakło uczuć. Nie potrafiła się wyswobodzić z okowów bycia tu i teraz - wtedy, tego kieratu - dom, studia w Wrocławiu, gra epizodów w filmach, związek z facetem który posiadał na nią destrukcyjny wpływ ale nie umiała powiedzieć, wtedy, sobie - stop!... Zawsze była zaradna, studia opłacała swoją pracą, wyjechała za Odrę sama. Swojego męża poznała kilka miesięcy po przyjeździe do Berlina. Po wielu związkach - obojga, ten w którym są w małżeństwie, jest tym w którym ich dusze zagrały razem, a serca czują jeden rytm - rytm prawdziwej miłości.
 Poprosiła mnie, jako czytelniczka mojego bloga - bardzo dziękuję i miło jestem zaskoczony, do opublikowania dla Was pewnych dwóch listów, sprzed sześciu lat. Tak abyście na przykładzie z życia, zobaczyli że czasami nie warto na siłę wymagać od kogoś aby nas kochał / kochała...
  Zapraszam do lektury:

 " Agnieszko

Przeczytałem dokładnie każde słowo które do mnie napisałaś...jedyne czego się w nich dopatrzyłem do zwalenia całej winy na mnie. Pisze te słowa żeby definitywnie skończyć tą zabawę, nie chce tego robić brutalnie tak wiec postaram się napisać to najłagodniej jak tylko potrafię: nie jesteśmy dla siebie stworzeni, wiem to, widzę to i niestety jest to prawdą. Absolutnie nie pasujemy do siebie, żyjemy w dwóch różnych światach, ponad to ostatnio obserwując Cie bardzo dokładnie zraziły mnie do Ciebie pewne opcje o których bober pewnie Cie już poinformował. I ty i ja nie potrzebujemy problemów i smutków a będąc razem nieuchronnie staną się one faktem. Mówisz, że mnie kochasz a ja mówię, że nie wiesz co to miłość...chyba jeszcze dla ciebie za wcześnie na to, jeszcze nie dojrzałaś. Ten czas który zaproponowałem nie był dla mnie po to abym poukładał sobie uczucia tylko dla Ciebie, abyś mogła się ogarnąć, pomyśleć, dojrzeć do wieku w którym jesteś. Nie będę się rozpisywał bo dobrze wiem ze każde zdanie będzie okupione litrami łez. Na tym zakończę.

Żegnaj!


Michale,
krótko myślałam nad odpowiedzią na twój wcześniejszy list. Prawdę mówiąc dałam Ci odpowiedź jeszcze tego samego dnia, jednak, że po przemyśleniu całej zaistniałej sytuacji stwierdzam, że podjęłam ja zbyt pochopnie. Myślę, że powinnam uświadomić Cię o kilku rzeczach, które wpłynęły na nasze relacje.
         Po pierwsze twój list był wielkim ciosem w moje serce. Czytając go łzy staczały się po moich policzkach, tworząc na klawiaturze małą kałużę. Nie sama treść wywołała we mnie takie uczucia, ale i sam fakt napisania go. Było mi smutno, przykro… już sama nie wiem jakie uczucia towarzyszyły mi przy jego czytaniu. Byłam roztrzęsiona… nie chciałam Cię już więcej widzieć, skasowałam wszystkie wiadomości od Ciebie, kontakty… by zapomnieć, odciąć się od cierpienia. Wiedziałam, że nic mi to nie da… że muszę się z tym zmierzyć. I chciałam dać Ci szansę, wiedząc, że i tak nic z tego nie będzie. Poprosiłam byś przyjechał. Gdy Cię zobaczyłam, ten obojętny wyraz twarzy, nic nie powiedziałam. Pomyślałam, że na pewno jesteś zmęczony nauką. Usiedliśmy u mnie… zaczęliśmy rozmawiać… widząc twój stosunek do mnie odrzuciłam twoją propozycję. Wyszedłeś z pokoju w ogóle nie przejęty odmową, zupełnie jakby w sklepie nie było twoich papierosów. Po prostu, bez jakichkolwiek  emocji. Gdy usłyszałam twoje kroki na drewnianych deskach przedpokoju zadałam sobie sprawę jak bardzo mi na Tobie zależy i ile dla mnie znaczysz.
         Dałam Ci to o co prosiłeś. Czas. By jak twierdziłeś „była szczęśliwa”. Nie dałeś mi tego szczęścia. Dałeś mi poczucie, że nie jestem już nikomu potrzebna, a już zdecydowanie Tobie. Chłód jaki odczuwam w rozmowie z Tobą, to jak się odsuwasz kiedy chcę Cię mocno przytulić czy pocałować sprawia mi ból… tak nie było wcześniej. Nawet przed ta cała szopką. Trzymałeś mnie za rękę, parzyłeś mi się głęboko w oczy… uśmiechałeś się. Zawsze powiedziałeś miłe słowo. To, że się przytulam i całuję mówi o moim uczuciu, które ty odtrącasz. Nie wiem jak chcesz coś na tym zbudować… Poza tym widzę, że ja już Cię nie interesuję. Twoje zainteresowanie pochłania zupełnie inna osoba.
            Zrozum, zależy mi na Tobie… bardzo. Jeśli nadal chcesz zacząć od początku, to myślę, że nie będzie to przyjaźń. Powinien to być już związek. Bo jak na razie bawimy się w ciuciubabkę… strasznie się pogubiłam po drodze, w tej „przyjaźni”.  Jest mi ciężko, bo nie wiem na czym stoję… czy dom, który buduje nie zawali z powodu źle położonych fundamentów. Pamiętaj, że to nie jest tak, że nie widzę w całej tej farsie swoich błędów. Widzę. Ale ty nie dałeś mi ich naprawić. Nie pozwoliłeś mi się zmienić, dojrzeć… Potrzebowałam troszkę czasu. Nie dałeś mi go… Nigdy nie uwierzę w to, że aż tak Cię zraniłam… Nie mogłabym. Nie dałeś mi czasu by to naprawić… swoje błędy…
Daj mi go teraz. Zacznijmy od nowa, ale inaczej.
                   
                                                             Kocham Cię, Agnieszka

PS: Przemyśl sobie wszystko, nie spiesz cię. Dokładnie przeanalizuj za i przeciw. Dasz mi odpowiedz przy następnym spotkaniu… jeśli się nie mylę 7… może wcześniej. "

    Nie spotkali się, widzieli się dwa lata później, już bez emocji. Wiecie co? On żałuje. Założył rodzinę, jego słowa o tym jakoby Agnieszka nie dorosła do miłości... Były tylko jego wyobrażeniami o związku, a nie realnym odzwierciedleniem tego co czuje Agnieszka... 
 Ku waszej rozwadze i przemyśleniu.













                                            




niedziela, 11 stycznia 2015

Podążaj za słońcem - Nowy Rok / rozpoczęcie /






Wraz z nastaniem Nowego 2015 Roku, czasie dobrym na realizację postanowień: rzucania palenia, picia alkoholu, ogólnej poprawy naszych relacji z samą / samym sobą jak i z innymi, z skutkiem adekwatnym do średniej statystycznej. Składam wam wszystkim życzenia aby ten Nowy Rok był dobry, nie koniecznie lepszy od poprzedniego ale aby był dla nas tym w którym za rok uznamy, że warto było czynić to co sobie zaplanowaliśmy, lub też i nie, a fajnie nam się udało zrealizować.
 Postanowienia noworoczne mają to do siebie, że są... i tyle. Czy potrzebujemy dat tak zwanych - granicznych? Czy data jest dla nas ważna do podejmowania decyzji? Patrzę na to całkowicie jako realista. Odpowiadam na pytanie, sam sobie co kilka miesięcy - każda data jest dobra aby zmienić siebie oraz swoje otoczenie. Nie rewolucyjnie, acz ewolucyjnie w sposób łagodny dla otoczenia i nas samych. Tyle na wstępie. Każdej osobie zawsze życzę wytrwałości w postanowieniach, tego przetrzymania złych chwil i momentów w których widać koniec naszych założeń, a wystarczy tylko porozmawiać z kimś komu ufamy, nawet z sobą jeśli tylko sobie...
 Z moich ubiegłorocznych założeń, większość zrealizowałem z skutkiem bardzo zadowalającym. Z kilku spraw jestem dumny, że udały się. Prace związane z obsługą Facebookowego Klasztor Lubiąż staram się ciągle udoskonalać, podnosić sobie poprzeczkę, tak abyście dostawali do rąk / oczu, materiał, nie jakich wiele i wręcz zalewają nam monitory komputerów, tylko który jest dobry i stanowi przyczynek do zastanowienia się, do refleksji oraz do podążenia wyobraźnią w nasze raje wyśnione. Jakościowo, zdaję sobie sprawę, że jest jeszcze dużo do poprawienia i zapewniam was, że materiały zawsze będą na jak najwyższym poziomie. Kilka z moich projektów, ujrzało światło dzienne. Słynne niebieskie buty, o które cyklicznie dostaję zapytania i szereg wiadomości, na które staram się odpowiadać dla zainteresowanych. Projekt Culture Fashion - moje oczko w głowie. Sztandarowy projekt muzyczno - fotograficzny. Jego kontynuacja - bez dwóch zdań, cały czas będzie realizowana. Przystańmy na chwilę przy C. F. Muzyka Culture Fashion jest całkowicie tworzona przeze mnie, na podstawie moich pomysłów, jedynie słowa, czy to głos Prezydenta Kennediego, czy chorały cysterskie, są samplowane, na tyle ile pozwala prawo. Nic nie zarabiam na swoich projektach fotograficzno - muzycznych. Jednym z założeń, jakie mogło być czymś fajnym a niestety nie udało się zrealizować ( w Lubiążu ) było aktywowanie grupy ludzi do wspólnego tworzenia i kreowania fajnych pomysłów fotograficzno artystycznych. Projekt jest cały czas możliwy do realizacji i jeśli są chętne osoby, które mają zdrowe podejście do życia i widzą oraz chcą więcej, niż tylko to co w telewizji, to zapraszam do współpracy. Zawsze wysłucham, przedyskutuję i nigdy nie odrzucam żadnego projektu w fazie wstępnych dyskusji.
  W tym roku, chciałbym skompletować ekipę / grupę osób, z którymi przejdziemy nieczynną trasa kolejową z Mojęcic do Lubiąża. Wiem, że były czynione już tego typu wyprawy. Chcę aby miało to wymiar  transcendentalny z empirycznym doświadczaniem całości tej malowniczo położonej nieczynnej trasy. Jeśli się uda, to w maju ruszymy. O bliższe info pisać do mnie na prv.
 Nieczynne linie kolejowe, tajemnicze miejsca, niewyjaśnione sprawy, legendy i inne budzące dreszczyk emocji sprawy, miejsca, są tym co staram się poznawać wyjaśniając, sobie / wam. Skupiam się na Lubiążu i okolicach, raz, że tutaj mieszkam, a dwa, znam oraz wiem bardzo dużo? Na tyle aby zaciekawiało mnie i było materiałem wartym publikacji.
 Jednym z miejsc, które opisywałem już na Facebooku i chciałbym też to tutaj przekazać, jest stary wiadukt kolejowy na wschód za Lubiążem. Przytoczę teraz mój tekst z Facebooka którym podpisałem jedno z moich ostatnio wykonanych zdjęć:
" W historii formułowania hipotez na temat Lubiąża, pojawia się, użyję mocne słowo - kopiowanie, przepisywanie odkryć, stwierdzeń innych. W największym stopniu są to wyewoluowane genezy kilku hipotez majora SB Stanisława Siorka. Nie podważam osiągnięć esbeka. Mówię tylko - sprawdzam. I co się okazuje? Istnieje kilka miejsc, o których celowo pomija się, nie zwalam winy na zapomnienie czy inne " nieistotne " fakty. Od kilku lat, mam do czynienia z wieloma przetasowaniami ludzi, w pewnych miejscach, którzy na odchodne, w tradycyjny sposób, potrafią przekazać coś z wiedzy tajemnej?... Nie koniecznie tajemnej, wystarczy tylko dobrze interpretować pewne fakty a układanka zaczyna funkcjonować niczym hybryda starego zegara który został celowo przysypany kurzem zapomnienia. W Lubiążu istnieje kilka miejsc, o których nie sposób znaleźć współczesnych wzmianek, co dopiero jakiś szerszych opracowań. Z zasady nie ufam nikomu kto ma jakieś " objawienia " na temat Lubiąża, bo z reguły to tani chwyt marketingowy a w istocie powielenie tego co wiadomo od dawna a tylko podane na innym talerzu. Ktoś mnie kiedyś nazwał, że " strzegę czegoś " - tak, strzegę, swojej prywatności, oraz wystrzegam się przed kłamstwem - każdy kto mnie zna, wie o tym jaki jestem i co robię a innych kłamstwa są wynikiem tego, że wzbudzam ogromne kontrowersje. Dlatego uważam, że warto abyście przyjrzeli się uważniej, temu o czym czytacie, co widzicie w temacie - Lubiąż i Klasztor Lubiąż.
 Zapomniane są tereny południowe oraz zachodnie za Lubiążem - wg. mnie są bardzo istotne. Informacje na temat czyszczenia depozytów byłych / przedwojennych mieszkańców Lubiąża, też są bardzo istotne, często wypływają takie historie i kilka z nich ma znamiona akcji zorganizowanej, nie przez rodziny biorące co w sumie ich, a przez organizacje zajmujące się opróżnianiem depozytów ówczesnych władz z danego terenu. Przykład? Chyba mogę powiedzieć jeden - jeden z filarów mostu na Odrze w Lubiążu - szerokim echem i w początkowej fazie - ogromnym znakiem zapytania wypłynął po odkryciu pewnego artefaktu. Czekacie aż coś wam opowiem, nie, nie opowiem, nie mniej jednak i tak już baaardzo dużo powiedziałem. "...


Co pewien czas, czy to raz na kilka miesięcy, czy tygodni, docierają do mnie, z pozoru błahe i owiane legendami sprawy. Istotne tylko dla wypowiadających te słowa - osób, jednak po bliższym zaznajomieniu się z dana sprawą, tudzież na lokalnym rozpoznaniu - nabierają, te historie, nowego znaczenia. Powiem wam, że jako człowiek który nie jedno widział w życiu i doświadczył wielu złych rzeczy. Czasami mam pewne obawy co do wydźwięku pewnych historii, czy aby one nie powodują trwałych zmian zachowania u osób które doświadczały pewnych zdarzeń. Zawsze są to bardzo silne emocje, tak samo jak nigdy nie polecam samotnych wycieczek w pewne miejsca w Lubiążu - czy wierzę w duchy? Zastanawiacie się na pewno. Odpowiem, że miejsca w których wydarzyły się tragiczne sprawy, mają tak zwaną pamięć tła i często przypomną o sobie w najmniej spodziewanym momencie u największych niedowiarków... Nie boję się? Tak, boję się, ale mam do wszystkiego racjonalne podejście, aby wyjaśniać a nie ulegać lękom. Będę szerzej przytaczał na łamach bloga, opisy miejsc z Lubiąża i okolic, o których wiadomo lub tylko jest owiane legendą, że " Coś " tam jest. W ostatniej produkcji C. F. ukazany został cmentarz parafialny w Lubiążu. Zamieszczono video na końcu tego posta. Na tym cmentarzu znajdują się, jeszcze, mogiły poprzednich - przedwojennych mieszkańców Lubiąża / Leubus. Są zaniedbane, ogołocone z co wartościowszych przedmiotów, jednak są i warto te co zostały, przenieść w jedno miejsce albo uporządkować tak aby cmentarz był cmentarzem dla ludzi... Nie tylko dla tych, którzy abonament na kolejne 20 lat wykupili... Mam nadzieję, że w roku wyborczym, decyzyjność osób poczuwających się do odpowiedzialności, nabierze nowej jakości w kwestii zadbania o uporządkowanie spraw związanych z nekropolią lubiąską.
 Klasztor w Lubiążu sukcesywnie jest restaurowany. Piękny obiekt, wielkie potrzeby. Jak nazwa głosi klasztor znajduje się w Lubiążu i warto aby Lubiąż nadążał za renowacją klasztoru - pod rozwagę dla wszystkich dedykuje te słowa. Zapraszam do odwiedzania mojego oraz klasztornego profilu na Facebooku. Wkrótce nowe wpisy i jak zawsze, będą omawiane ciekawe sprawy. Zapraszam.