Szlakiem Starej Nowej Historii: To blog wnikający w aspekty wielu spraw. Tematem głównym jest próba rozwikłania wielu tajemnic związanych z Lubiążem, okolicami oraz z Kompleksem " Riese " w Górach Sowich w kontekście Lubiąża. Poruszamy sprawy związane z duchowością, alternatywną historią. ,, Kiedy wyeliminuje się niemożliwe wówczas to, co zostanie, bez względu na to, jak byłoby nieprawdopodobne, musi być prawdą." Sir Artur Conan Doyle
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lubiąż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lubiąż. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 15 października 2019
Słowaccy SSmani w Lubiążu?...
Słowaccy SSmani w Lubiążu?!... Pojawił się wątek słowackiej grupy SS stacjonującej w Leubus/Lubiąż która to podążała jako uzupełnienie dla Festung Breslau. Caly czas krążą wątki slowackich SSmanów w opowieściach ludzi - świadków, którzy to mówią wprost, że byli SSmani - Niemcy, którzy nie brali udziału w walkach, oraz tzw. Mięso Armatnie czyli Slowacy, którzy zostali zdziesiątkowani pod Piskorzowicami k. Wrocławia. Pojawia się pytanie, dlaczego ów grupa przez kilka dni była w Leubus? ( we wspomnieniach slowackiego żołnierza jest wprost mowa o wielkim pałacu tuż przy Odrze, jednak nie jest opisane co tam czyniono) Znamienite w tym wszystkim jest to, że pierwsza grupa SS, ta która nie brała udziału w walkach frontowych, w Leubus stacjonowała aż do kilku godzin przed wjechaniem Rosjan. Poddała się dopiero w Austrii dla USArmy niemal w pełnym składzie osobowym... Co było tak ważnego? Czy, eskortowali naukowców z Leubus do Austrii aby poddać się amerykanom? (Operacja ,,Paper Clip") Naukowcy pracujący dla Rzeszy w Leubus nie mieszkali w budynkach szpitala psychiatrycznego jak wmawiają niektorzy, a wg. Świadków, wspomnień, zeznań autochtonów, naukowcy mieszkali na kwaterach prywatnych vide Villa Rosa oraz, co ważniejsi mieszkali w wiosce obok Lubiąża - w Glinianach. Powstaje coraz więcej pytań bez odpowiedzi. Ciagle trwa wojna informacyjna na ujawnianie wielu niewygodnych faktów. Historia jest pisana na nowo przez tzw. grupy interesów. Nie warto podpierać się tylko dokumentami, zwłaszcza niemieckimi, bo one były sukcesywnie fałszowane. Należy słuchać ludzi - świadków tamtych wydarzeń. Co czynimy i wychodzą coraz to nowe, logiczne powiązania wielu spraw, niewygodnych nawet współcześnie...
niedziela, 1 czerwca 2014
Myślenie Relatywne
Po dłuższej nieobecności, spowodowanej nawarstwieniem wielu spraw. Postaram się opisać kilka nurtujących mnie myśli o tym naszym padole jestestwa.
Myślenie relatywne jest uzależnione od wielu czynników, ma swe początki w niespodziewanych przez nas momentach. Czasami jest tak, że chcemy być obiektywni i usilnie staramy się zachować swój poziom percepcji, jednak nawarstwianie bodźców zewsząd, powoduje, że relatywizm ma się dobrze.
W Dniu Dziecka, nasza, już zaprzyjaźniona rodzinka z Wrocławia. Postanawia zrobić sobie niedzielę poświęconą na poprawę relacji rodzinnych oraz wyjazd do ulubionego Klasztoru w Lubiążu. Po ostatnim pobycie w Klasztorze, w bardzo dobrych nastrojach wracali do domu. Opowiadali sobie, co ich zauroczyło, co zawładnęło wyobraźnią, dało ten obraz dowolnej interpretacji. Tato z zadumą i podziwem w głosie odpowiedział - Potęga i monumentalizm tego obiektu, jest może nie przytłaczający ale wywołuje wrażenie bezmiaru kształtów, linii prostych oraz tego magicznego układu perspektywy widzenia. Po pauzie myślowej, dodał - zapach jest charakterystyczny dla klasztornych pomieszczeń, ten zapach dobywający się z nieczynnych pieców, ten zapach ścian nasiąkniętych historią bytności ludzi w tych murach. Robi mocne wrażenie. Nasza mama, specjalistka od kuponów rabatowych w kolorowych czasopismach dla Kobiet. Odpowiedziała - To prawda, ten zapach przypomina mi czasy w których miałam obowiązkowy staż i mieszkałam u pewnej starszej pani, która posiadała piękny stary dom na obrzeżach Krakowa. Córka zwana rozwrzeszczaną nastolatką, z racji tego, że wiek dojrzewania ma swoje prawa i organizm na sterowanie hormonami nie posiada w tym wieku aktualizacji oprogramowania, a szkoda. Wracając, nasza, ok Mamy Córcia, odrywając głowę od telefonu komórkowego popularnej marki z jeszcze popularniejszym oprogramowaniem, uśmiechając się z błyskiem w oczach, mówi do Taty - Mnie ten zapach przypomniał o naszej starej szkole i o tym jak Pan Woźny, gdy pękła rura od ogrzewania, musiał wygasić piec. Pan dyrektor, biegał za nim coś gestykulując, jak Louis de Funes w filmie - " Żandarm z Saint - Tropez " ( młodzi ludzie wracają do klasyki kina ) a pan Woźny, wchodząc do kotłowni, z zewsząd dobywającymi się kłębami dymu, spokojnym krokiem, nie słuchając dyrektora uśmiechał się do nas patrzących z zaskoczeniem na to wszystko. Mama uśmiechnęła się, tato żachnął pod nosem. Nie do końca ten wasz zapach z szkoły, przypomina ten z Klasztoru, ale patrząc na to po przez wymiar wartości ulotnych to i klasztor, i wasza szkoła - były i są miejscami przekazywania wiedzy, zgoła odmiennej lecz służą dobrze i bez cienia widocznej przerwy. Jechali tak, nie spiesząc się, w szybach mijały zarysy drzew, domostw, łąk oraz sporadycznie - ludzi. Mama, dojeżdżając już pod dom w Wrocławiu, powiedziała: Lubiąż znam od wielu lat, od niedawna tam jeżdżę z wami moi drodzy, chciałabym abyśmy, gdy planujemy sobie jednodniowe wypady za miasto, wracali do Klasztoru i zadomowili się tam w tym obcowaniu z sztuką, może mocno ograbioną, lecz ciągle posiadającą swój jakże wielki urok.
W domu, po kolacji, szykując się do spania, przeglądając zdjęcia wykonane w dniu dzisiejszym. Zatrzymali się na jednym zdjęciu. Na tym, które robiła im jakaś dziewczyna. Spacerowała wśród drzew kasztanów, myślami gdzieś daleko, z malującym się na twarzy grymasem zadumy i tęsknoty. Córka, odważna poprosiła dziewczynę o to aby wykonała im zdjęcie. Przystała na to, widać było, że wyrwali ją z jakiegoś ważnego dialogu samej z sobą. Zrobiła zdjęcie, podziękowali i nie zaprzątali sobie myśli o dalszych losach dziewczyny od zdjęcia. Patrząc na zdjęcie, widoczna była droga, alejka wśród kasztanów, prowadziła od klasztornych drzwi, tych pod wieżami, prowadzącymi do kościoła pod wezwaniem Wniebowzięcia N. M. P. w linii prostej, do kościoła pod wezwaniem Św. Jakuba. Na pierwszym pniu napotkanego kasztanowca na tej alei, ktoś wyrył znak serca, z zaciekawieniem domyślając się tylko historii jego powstania. Jedno im nie dało spokoju, a mianowicie zasłyszana opowieść. Opowieść o tym, że w godzinach nocnych, można zaobserwować procesję, tą manifestację czegoś nadprzyrodzonego, tego ulotnego, nie do końca wyjaśnionego - procesję mnichów zakonnych która idzie, snuje się powolnym krokiem, płynie przez mgłę, tą alejką w kierunku do kościoła p. w. Św. Jakuba. Tato odparł, że jest jeszcze jedna ciekawa historia, tym razem całkowicie realna - kapłan odprawiający obrządek liturgiczny w kościele p. w. Wniebowzięcia N. M. P. przy otwartych drzwiach kościoła, widział kapłana w analogicznej funkcji, z kościoła p. w. Św. Jakuba. Obydwoje widzieli siebie doskonale. A ten zapach co wyczuwamy my wszyscy będący w klasztorze, to zapach manifestacji różnych bytów, i tych ujawnionych, i tych nieujawnionych a chcących być widzialnym.
Przed snem, oboje po cichutku, pomodlili się za dusze zmarłych w klasztorze.
Klasztor w Lubiążu jest naznaczony emocjami, energią oraz bytami wszelakiej maści. Zastanawiacie się, czy racjonalne myślenie i postrzeganie rzeczywistości ma swój wymiar odniesienia w klasztornych murach? Odpowiem wam z pełną odpowiedzialnością - racjonalizm postrzegania, w klasztorze, nie ma wymiaru - on jest w każdym z tych wymiarów, jest ciszą co mi towarzyszy gdy przemierzam samotnie korytarze klasztorne, jest tym dźwiękiem dobywającym się z oddali i który potrafi wyprostować włosy na głowie, jest tym światłem które w zaskakujący sposób pada na rzeczy jakie racjonalnie ujmując, nie powinny być aż tak doświetlone... Oraz jest tą prawdą o tym pięknym miejscu - warto wracać do niego.
sobota, 17 maja 2014
Czy sens ma wymiar czasu? Nostalgie lubiąskie...
Zastanawiasz się, czy sens w działaniu, w swoim życiu, ma wymiar trwania doczesnego, czy tylko chwilowego? Czasami sprawia wrażenie, że sens w naszym życiu, uwielbia zadawać pytania po przez czyny, jakich doświadczamy bądź doświadczymy, ale żyjąc w obecnych czasach, wszędobylskiego pośpiechu i tego paradoksalnego stwierdzenia o tym, że nasze doby życia trwają dwadzieścia trzy godziny, zamiast dwudziestu czterech, ciągle brakuje nam wszystkim tej jednej godziny na dobę. Szukanie sensu, to trudne zadanie.
Przechadzając się po Lubiążu, tudzież będąc w obiektach pocysterskich. Obserwuję, może i dobre przemiany, może i ciekawe rzeczy dzieją się, ale... no właśnie, ale?..
Lubiąż to mieścina, wiocha, jakich wiele? Zaraz odezwą się głosy, że to nie prawda, że może i jest szaro ale ludzie dają radę. Zgadza się, ludzie dają przysłowiową radę, jest kolorowo, przaśnie i fajnie, jednak brakuje tego sensu. Tego, co spaja ludzi do działania, do życia w wspólnocie, z odpowiedzialnością za miejsce w jakim przyszło im, nam żyć. Spotykam się z ludźmi, mieszkańcami Lubiąża, z gośćmi jacy przyjeżdżają odwiedzać tenże piękny zakątek Dolnego Śląska. W rozmowach, często przetacza się teza o tym, że: "Macie ludzi z potencjałem, jacy zajmują się wielowymiarowym okiełznaniem sztuk wszelakich, czy jest możliwym, aby zebrać was w jedno miejsce i abyście wspólnie, zyskując status rezydenta, promowali waszą miejscowość oraz Klasztor?"... Po zastanowieniu, odpowiedziałem, że tak, owszem jest taka możliwość, jednak brakuje tej weny od decydentów, aby powstała taka fajna grupa. Ponieważ byłaby zagrożeniem dla zaistniałego "ładu" jaki marazmem oraz sobie wiadomym układem politycznym trwa, nie tylko lokalnie, w całym naszym kraju również ma to miejsce. Także, z innej strony, czy w Fundacji Lubiąż jest miejsce na takich ludzi, jak ja, czy inni pasjonaci co zajmują się, zupełnie bezinteresownie, promowaniem cech pięknych i wrażliwych na zdjęciach, w opisach, w zbiorach wartościowych i zębem czasu podgryzionych? ... Na te i inne pytania, odpowiedzcie sobie sami, bez irytacji czy jakiś innych złych emocji. Powiem wam tylko, że brakuje mi tego odpowiedzialnego podejścia do wszystkiego co ma wartość czy to historyczną, czy tą ulotną - społeczną w wymiarach postrzegania na wielu płaszczyznach...
Dobrze, dość narzekania, bo ani to mój styl, ani warte tego aby opisywać tak dokładnie.
17. 05. 2014 r. oraz 18. 05. 2014 r. to dwa dni na zwiedzenie całego zespołu obiektów pocysterskich w Lubiążu. Zwiedzanie obejmuje, trasę Główną - rozszerzoną o strych oraz piwnice. Na moim Facebookowym profilu, są zdjęcia z tras strychowo - piwnicznych. Popieram i podpisuję się obiema rękoma pod tym, aby częściej organizować tego typu formę zwiedzania klasztoru, ponieważ nasze zaprzyjaźnione małżeństwo, jak wiecie z poprzedniego mojego wpisu, mieszka w Wrocławiu i chciałoby częściej odwiedzać miejsca historią nasiąknięte, albo wręcz ociekające takie jak Lubiąż.
Będąc dzisiaj w Klasztorze, pogoda nie była za łaskawa, jednak zobaczyłem ludzi co z uśmiechem zadowolenia, kroczyli w tereny sobie nieznane i z zaciekawieniem podziwiali mijające artefakty oraz dyskutowali między sobą na tematy zaobserwowane. Stałem w bramie głównej, schroniony przed deszczem, wpatrzony obiektywem aparatu na część pałacową klasztoru. Kątem oka, widząc mijających mnie ludzi. W pewnym momencie, bardziej skupiony na tym ciekawym zjawisku jakim jest widok uśmiechniętych ludzi w deszczową pogodę niż na szukanie synergii miejsca, czasu, światła, do zdjęcia. Dosłownie zafrapowałem się, takie to było niesamowicie poruszające. Trwało to może, z kilka minut, chciałoby się rzec - chwilo trwaj, jednak każda chwila ma swój sens oraz czas trwania. Wsiadając do samochodu, natłok myśli wraz z obrazami przeistoczył się w stwierdzenie, że jutro warto raz jeszcze przyjechać do klasztoru.
Jadąc przez Lubiąż, zastanawia mnie zawsze, co ludzi trzyma w tym miejscu, dlaczego akurat tutaj chcą żyć? Odpowiedź może być tylko jedna - są u siebie. Dbają, tak jak mogą, o to aby nam wszystkim jakoś znośnie żyło się w tym padole miejsca ciekawego.
Jesteście ciekawi, co robi nasza rodzinka z Wrocławia? Sobota u nich wygląda normalnie, jak zwykle, z dużą dozą fajnych chwil, oraz z planami aby jutro / 17. 05. 2014 r. / przyjechać do Lubiąża, co skrupulatnie opiszę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)








