Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ahnenerbe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ahnenerbe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 listopada 2019

Podziemia w Klasztorze nie zostaną odkopane?...



To zasypane podziemia w klasztorze. Ostatnia udokumentowana próba odkopania tego, miała miejsce w 1987 roku, która to została przerwana na polecenie Kiszczaka (Zdjecia są aktualne, więcej prób nie było) Tego typu, widocznych, zasypanych korytarzy pod klasztorem jest jeszcze kilka. Owszem, były czynione starania o udostępnienie tych miejsc do rzetelnych badań tzw. inwazyjnych czyli do odkopania - jak widać, z mizernym skutkiem. Przez wiele lat slyszałem dużo absurdalnych teorii, dlaczego nie można zgodnie ze sztuką inżynieryjno górniczą odkopać i zbadać tego (mam wykształcenie górnicze, pracuję w kopalni pod ziemią, dlatego tylko z politowaniem patrzę na ,,oficjalne" argumenty przeciwko takim formom rzeczowego zbadania tych miejsc) Pamiętajmy, że nie ma teorii spiskowych, a są niesprawdzone fakty. Co kryją podziemia w klasztorze? Celowo nie użyłem slowa - pocysterskie, bo jeśli wgłebi się w historię powstania klasztoru to sprawa gmatwa się maksymalnie. Tak, że nie ma nawet pewności czy przed Cystersami byli Benedyktyni. Wiadomo tylko, że był w tym miejscu klasztor/gród i nic poza tym. Większość merytorycznych prac naukowych, ba nawet sami historycy, od dekad kłócą się o to czy byli Benedyktyni czy ich nie bylo. Dokumenty z poczatkow fundacji, nawet ten z pozoru prosty fakt, nie potrafią jednoznacznie potwierdzić na tak lub na nie. Odsyłam do prac Górki z poczatkow lat 50. Czeski film...
 W każdym razie, tzw. Zakazana Archeologia (nie lubię tego eufemizmu, bo coś o czym wiadomo, nie może być zakazane. Owszem, niestety jest pomijane przez ,,naukę") bardzo rzeczowo i ciekawie opisuje świat podziemny który nazywa się Agharta. Stąd te przykłady użycia technologii wykraczajacej o lata świetlne od naszej współczesnej, a które to przykłady widać w miejscach zamków, starych klasztorów, kościołów, kamieniołomów etc. vide szlak ,,Orlich Gniazd", trójkątne wiercenie - Kraków, giganty - Łużyce. Podczas II wojny światowej w Lubiążu przebywali ludzie z Ahnenerbe i to już daje sporo do myślenia - co tu szukali? Czy klasztor w Lubiażu po dziś dzień jest takim samym miejscem co kaplica Św. Gereona na Wawelu, że jest zamkniety na cztery spusty przed badaczami? Tak aby nie dokopano się czasem do niewygodnej prawdy?...
 To nie są teorie spiskowe - raz jeszcze napiszę, a celowe działanie majace ukryć przed ciekawskimi to co można natrafić odkopując podziemia. Czy kiedykolwiek uda się poczynić taką eksplorację? Patrzac na to jak restrykcyjne mamy prawo odnośnie poszukiwań zabytków, możemy jasno sobie odpowiedzieć, że majac na terenie Polski ślady pozostałości po zaawansowanej technologii, nic nie jest dziełem przypadku...
  W materiale filmowym ukazane są widoczne przykłady użycia zaawansowanej technologii, sporo wykraczającej ponad naszą współczesną...



środa, 23 października 2019

Tropem Ahnenerbe

Tropem SS Ahnenerbe.
 Z racji tego, że interesuje mnie od wielu lat temat działalności organizacji Ahnenerbe w kontekście badań nad historią prawdziwą, oraz nad miejscami ważnymi z pkt. widzenia tego nagłego skoku technologicznego podczas kilku lat II wojny światowej, nie sposób przejść obojętnie wobec tego co ta organizacja szukała w Polsce. Jak wiemy, oficjalnych informacji odnośnie Ahnenerbe nie ma za duźo lub są bagatelizowane opisami przedmiotu badań czy dojścia do wiedzy. Interesuje mnie też kontekst Lubiąża - pojawia się informacja o kilku ważnych z Ahnenerbe w Klasztorze. Co tam szukali? Co robili? Wiecej pytań niż odpowiedzi, jednak nie odpuszczam.
 Tymczasem:
Chcialbym Wam przedstawić artykuł Pani Beaty Zalot który ukazał się w Tygodniku Podhalańskim w 2009 roku.
 ,, Tajemnica nazistowskich badań na Podhalu. Naziści podczas okupacji przeprowadzali badania rasowe nad mieszkańcami Podhala. Tylko w Szaflarach żyje jeszcze ok. 50 górali, którzy zostali im poddani. Spotkanie z nimi odbyło się w ubiegłym tygodniu. W Szaflarach zostało przebadanych podczas okupacji ponad 1000 osób. W ekipie przeprowadzającej badania byli najprawdopodobniej lekarze, antropolodzy, tłumacz. – Badania były wykonywane na plebanii. Trwały około miesiąca. Były obowiązkowe. Każdy musiał rozebrać się do naga, był obfotografowany ze wszystkich stron – opowiada dr Stanisława Trebunia-Staszel z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ, która stara się dotrzeć do Podhalan, którzy zostali poddani takim badaniom. W tym celu odbyło się w ubiegłym tygodniu spotkanie w urzędzie gminy. Przyszło na nie ok. 300 szaflarzan urodzonych w latach 1914-1930. Jak się okazało, 20 z przybyłych osób uczestniczyło w takich badaniach w czasie wojny, w sumie w samych Szaflarach żyje jeszcze ok. 50 osób pamiętających tamte zdarzenia. Do każdej z nich osób dr Stanisława Trebunia-Staszel zamierza dotrzeć jak najszybciej. – Nie wiemy jeszcze, czemu miały służyć te badania, przypuszczamy, że miały związek z antropologią nazistowską. Jesteśmy na początku rozwiązywania tej zagadki. Moim zadaniem będzie dowiedzieć się podczas wywiadów w terenie – jak dokładnie wyglądały te badania, jakie towarzyszyły im emocje. Z dotychczasowych rozmów wiem, że ludzie byli nimi zażenowani. Bali się, szczególnie o dzieci, najmłodsi badani szaflarzanie mieli wówczas 2 lata. Łączyli je też z akcją Góralenvolk, choć najprawdopodobniej nie miały z nią nic wspólnego – opowiada dr Staszel. Najszerzej badania nazistowskie wykonywane były w Szaflarach, ale miały miejsce także w Witowie (tam wśród mieszkańców powyżej 18 roku życia), pojedyncze przypadki odnotowano także w Zakopanem, Bukowinie Tatrzańskiej i Poroninie. W Witowie żyją jeszcze 3 osoby, które w nich uczestniczyły. Skąd nagle zainteresowania tymi badaniami? Na unikatowe nazistowskie archiwa, w których były też ślady badań przeprowadzanych na Podhalu, trafiła kilka lat temu przez przypadek w Waszyngtonie amerykańska antropolog dr Gretchen E. Schafft. W ubiegłym roku, po żmudnych negocjacjach i staraniach strony polskiej, trwających od 2003 roku, materiały te wróciły do Polski i stały się własnością Uniwersytetu Jagiellońskiego. Badania, o których mowa, są plonem Instytutu Niemieckiej Pracy Wschodniej (IDO), powstałym w 1940 roku w Krakowie, po zamknięciu UJ. Decyzje o jego utworzeniu podjął sam Hans Frank, szef Generalnego Gubernatorstwa. IDO posiadał 11 sekcji, w tym rasową i ludoznawczą, która podjęła między innymi ekspedycję badawczą na Podhalu. W 1944 roku, gdy klęska wojsk niemieckich była już przesądzona, zbiory IDO zostały ukryte w 2 bawarskich zamkach – Zandt i Miltach, część, która pozostała w Polsce, weszła w skład kilku polskich instytucji archiwalnych. Gdy armia amerykańska zajęła Bawarię, zbiory IDO przetransportowano do USA. Część z nich wróciła potem do Niemiec, część przez 50 lat znajdowała się między innymi w Smithsonian Instytution w Waszyngtonie. Tu natrafiła na nie przez przypadek dr Gretchen E. Schafft. W 75 pudłach, które w ubiegłym roku wróciły do Krakowa, są między innymi fotografie, slajdy, negatywy, rysunki, ankiety z danymi osobowymi, antropologicznymi, genealogicznymi, medycznymi, opisy gospodarstw, informacje, czym się badane osoby zajmowały, gdzie wyjeżdżały itp. Obecnie trwają badania nad odzyskanymi materiałami – pracują nad nimi między innymi historycy oraz zespół z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ pod przewodnictwem dr Małgorzaty Maj. Jednocześnie analizowane są publikacje antropologii nazistowskiej, które być może pomogą w rozwikłaniu zagadki. – Za pośrednictwem Tygodnika Podhalańskiego apeluję do Podhalan, a także górali mieszkających w USA, którzy uczestniczyli w tych badaniach, o kontakt w celu przeprowadzenia z nimi wywiadu na ten temat – prosi dr Stanisława Trebunia-Staszel (informacje na ten temat można przysyłać mailowo – tp@tygodnikpodhalański.pl – kontakty przekażemy do Instytutu). "  Beata Zalot Źr. Tygodnik Podhalański - 2009-05-31 21:45:56

poniedziałek, 27 maja 2019

Telefunken - Leubus (nowe wnioski)


Dlaczego Lubiaż i drugowojenne tajemnice Klasztoru nomen omen oscylują wokoło jednej z wiodących firm w regionie jaką był Telefunken? Większa część archiwum firmy z okresu II wojny (to co pozostało w Leubus po zajęciu przez Armię Czerwoną) została przejęta przez Rosjan. Ważniejsze dokumenty jednak ,,zabezpieczyli" Niemcy. Ślad prowadzi przez Legnicę do Austrii i... do USA. Niektóre dokumenty wypływają sporadycznie podczas kwerend czynionych w odtajnionych zbiorach przez WikiLeaks (w ubiegłym roku rozgorzała dyskusja na cebuli po ujawnieniu jednego z teleksów z Sch. Wrkst. Dr. Furst. adresowanego do EZp w Berlinie ) Informacje do mnie splynęły czas temu, jednak pokusiłem sie na swoje prywatne śledztwo. Wyniki przedstawiają się obiecująco ale trop urywa się w USA. To tam trafił pokaźny zbiór arcyciekawych acz utajnionych dokumentów z tego prawdziwego przeznaczenia produkcji w Klasztorze podczas II wojny światowej. Publiczne mówienie o tym, że istnieją ważne dokumenty w Niemczech jest nadużyciem i paradoksalnie - rozmywaniem tematu, oraz brakiem rzetelności lub celową dezinformacją. Lubiaż, zwłaszcza to co w nim czyniono, jest jednak na tyle ważne, że prędko nie poznamy całej prawdy. Acz powoli dzięki entuzjastom i niezależnym badaczom tematu ,,nagłego skoku technologicznego" Niemiec, zawdzięczamy coraz więcej - co mnie i wielu cieszy.

środa, 23 maja 2018

SS Ahnenerbe w Lubiążu?... Na pewno TAK!


Działalność organizacji SS Ahnenerbe w Lubiążu, jest potwierdzona wieloma opisami świadków, jak i odnalezionymi po wojnie wieloma dokumentami. Lubiąż, jest na wskroś tajemniczym obiektem, który i mówię to z całą odpowiedzialnością za słowa - nieustannie podlega ochronie kontrwywiadowczej. Współczesne organizacje które wyewoluowały z takich struktur jak OdeSSa czy stowarzyszenia powstałe w Argentynie a mające za cel ochronę interesów niemieckich, cały czas prowadzą aktywne działania w takich miejscach jak Lubiąż oraz w wielu innych na Dolnym Śląsku. Zauważacie zapewne ostatnio, że wszystkie tzw. alternatywne teorie, na temat wielu miejsc, są wyciszane lub otwarcie wyśmiewane. Pan Igor Witkowski, może się mylę, jednak ze stanu swojej wiedzy, wiem, że "dziwnie" zamilkł w kwestii Lubiąża, Książa i eksperymentów czynionych z Wunderwaffe. Z całym szacunkiem oczywiście, bo bardzo lubię teksty Pana Igora Witkowskiego. Zastanawiam się tylko głośno, co zacz.
Lubiąż, to dziesiątki rozrzuconych szczegółów które trzeba logicznie poukładać w jedną całość. Im bardziej wnikamy w kwestię Lubiąską, tym bardziej wyłania się mroczna tajemnica nie ukrycia złota, a czegoś bardziej wartościowego... Ahnenerbe nie bez powodu, tak usilnie czyniło swe prace, aby nic po wojnie już nigdy nie ujrzało światła dziennego. Wkrótce nowy materiał filmowy, w którym postaram się zmierzyć z kilkoma odważnymi hipotezami jak i przedstawię to co widać. Tajemnica Lubiąża ma głębszy wymiar, niż nam się o tym wydaje. W dobie indoktrynacji medialnej, wielu ludzi "szokują" niektóre informacje. My rozumiemy, jednak mamy umysły otwarte a nie ograniczone propagandą czy celowym zaciemnianiem prawdy o wielu miejscach..
Gwoli wyjaśnienia:
Czym było SS Ahnenerbe:
" Była to naukowa czy może raczej pseudonaukowa organizacja oficjalnie zajmująca się badaniem i szerzeniem wiedzy o - jak mówiła sama nazwa - dziedzictwu przodków germańskich. Czytelnikom pism ilustrowanych Trzeciej Rzeszy instytucja ta była znana z wykopalisk archeologicznych, studiów genealogicznych, niektórym z wypraw do Tybetu oraz w inne, równie wtedy egzotyczne rejony świata. Ten zakres działalności był bowiem popularyzowany. W rzeczywistości zakres celów, jakie przed Ahnenerbe stawiano, byt bardzo szeroki. W ciągu dziesięciu lat funkcjonowania (od 1935 r.) organizacja ta ewoluowała, rozrastała się. Poprzez specjalną fundację wydawała czasopisma i książki, jednak podstawą była działalność naukowa - a w każdym razie za naukową uważana. W strukturze dotyczącej przełomu lat 1943/44 istniały trzy zasadnicze piony, o podobnym znaczeniu.
■ Pion odpowiedzialny za badania historii ludów germańskich (Germanischer Wissenschaftseinsatz), z podziałem na komórki zajmujące się poszczególnymi krajami.
■ Drugi pion nie miał określonej nazwy, jednak większość podlegających mu komórek badawczych miała w nazwie rdzeń „indogermańskie”. Zajmowały się one zarówno etnografią, historią wierzeń, sztuką, a nawet „muzyką indogermańsko - niemiecką” (!). Celem jego istnienia było głównie tworzenie publikacji popularyzujących ideę azjatyckich korzeni ludów germańskich i tym samym usprawiedliwiających dążenia polityczne, to znaczy planowaną kolonizację wschodu jako kolebki Germanów. Było to ponad dwadzieścia komórek badawczych, w większości liczących tylko po kilka - kilkanaście osób etatowego personelu.
■ Trzeci pion był być może najciekawszy, jako że nie był on tak łatwy do powiązania z aktualnymi celami politycznymi, W niektórych wypadkach chodziło o projekcję osobistych słabości Himmlera i ludzi z Towarzystwa Thule, z którego wywodziło swe korzenie wielu członków SS (stąd właśnie zainteresowanie Orientem), w innych widać było próby wpisania działalności Ahnenerbe w schemat badań „ważnych dla wojny”, stąd np, wydziały odpowiedzialne za biologię czy entomologię - ta ostatnia miała znaczenie z punktu widzenia ochrony żołnierzy w Afryce przed chorobami tropikalnymi oraz miała związek z bronią biologiczną (badania nad dżumą i malarią). Skoro już przy tym jesteśmy, to wydaje mi się, że warto wyliczyć wszystkie komórki badawcze z tego pionu mimo że niektóre nie rozpoczęły rzeczywistej działalności. Można tu bowiem znaleźć prawdziwe ciekawostki:
■ „Stanowisko badawcze ds. Azji Wewnętrznej i ekspedycji” z podległym mu Instytutem im. Svena Hedina. Chodziło tu oczywiście głównie o Tybet, który traktowano jako z jednej strony skarbnicę wiedzy, ale też jako polityczny klucz do uzyskania wpływów w środkowej Azji oraz poligon badawczy dla specjalistów od rasy. Komórka ta, największa i najbardziej prestiżowa, koordynowała jednak i ekspedycje w inne miejsca, np. wyprawę Edmunda Kissa do Boliwii, do Amazonii, czy na Bliski Wschód...
■ „Stanowisko badawcze ds. Orientu Przedniego” (dostownie), oczywiście powiązane z poprzednim.
■ „Stanowisko badawcze ds. północnoafrykańskiej wiedzy kulturowej*.
■ „Stanowisko badawcze ds. wiedzy stosowanej o naturze”. Badano tu różne rzeczy, w tym pradawną wiedzę o naturalnych metodach leczenia, ziołach, które następnie uprawiano w Dachau itp.
■ „Stanowisko badawcze ds. astronomii” dysponujące obserwatorium w miejscowości Grunwald. Himmler nie raz wysyłał tym ludziom kuriozalne pisma na temat lodowej teorii Wszechświata Hansa Hórbigera i inne, podobne.
■ „Stanowisko naukowo- badawcze ds. biologii”. Zajmowało się tak dziwnymi zagadnieniami jak mieszaniem ras (przy współpracy z Instytutem Nauk o Dziedziczeniu i Higieny Rasy we Frankfurcie nad Menem), „biologicznymi podstawami życia narodowego” (!?), ale też tzw. medycyną eksperymentalną - doświadczeniami na zwierzętach i na więźniach.
■ „Stanowisko naukowo- badawcze ds. entomologii”
■ „Stanowisko naukowo- badawcze ds. hodowli koni”.
■ „Stanowisko badawcze ds. botaniki” z instytutem zajmującym się głównie preparowaniem ekstraktów z roślin, z początku leczniczych, później o znaczeniu handlowym (w Dachau uprawiano np. kminek, majeranek i bazylię!), w miarę pogarszania się sytuacji surowcowej także substancji zastępczych - olejów, kauczuku zastępczego z rośliny kok-sagis (?), uprawianej zresztą pod Warszawą itp.
■ „Stanowisko naukowo- badawcze ds. genetyki roślin". B „Stanowisko badawcze ds. geofizyki . Tzw. „stare" logo organizacji Ahnenerbe.
■ „Stanowisko badawcze ds. krasu i jaskiń”. Był to w istocie odpowiednik dużego wydziału, który zajmował się zaskakująco szerokim spektrum zagadnień. Od paleontologii i antropologii (w jaskiniach znajdowano przecież kości ludzi i zwierząt), poprzez opiniowanie miejsc do lokowania podziemnych składów czy małych zakładów produkcyjnych, poszukiwania tajemnego świata podziemnego, a skończywszy na sformowaniu w oparciu o kadry tego wydziału... batalionu do walki podziemnej. Stworzono go do walki w rozległych jaskiniach Jugosławii, w których mieli swe bazy powstańcy. Cały temat działalności tego wydziału jest niemal zapomniany, a nadawałby się do stworzenia scenariusza całkiem pasjonującego filmu!
■ „Stanowisko badawcze ds. prehistorii naturalnej - laboratorium analizy pyłków roślin”.
■ „Stanowisko badawcze ds. geologii stosowanej”.
■ „Stanowisko naukowo- badawcze ds. medycyny ludowej”. Himmler miał dosyć sceptyczne nastawienie do nauki akademickiej, stąd tak częste próby poszukiwania wiedzy, o której profesorowie zapomnieli... Tu nakładało się to na wykazywanie wartości dziedzictwa dawnych Germanów. Hitler zresztą otwarcie krytykował ten kierunek, bo jego zdaniem dowodził on jedynie, jak mizerne było to dziedzictwo.
■ „Stanowisko badawcze ds. weryfikacji tzw. wiedzy tajemnej”. Wydział ten podobno nie rozpoczął aktywnej działalności, chociaż mogła być ona realizowana w tajemnicy. SS miało przecież wiele placówek, w których można było dokooptować jakiś zespół nie rzucający się w oczy. Można oczekiwać, że dziwna nazwa dotyczyła przynajmniej częściowo badań alchemicznych, jako że w młodości był to przysłowiowy „konik” Himmlera.
■ Instytut ds. Badań Wojskowo-Naukowych (Institut fur Wehrwissenschaftli che Zweckforschung). Pod tą enigmatyczną nazwą kryły się różne wydziały badawcze zajmujące się, zwłaszcza pod koniec wojny, badaniami o znaczeniu dla wojny. Instytut ten był tak rozbudowany, że właściwie zaczął rywalizować z całym opisanym tu pionem badawczym Ahnenerbe i sam zaczął tworzyć instytuty, na ogół zajmujące się naukami ścisłymi, Zaczęło się to od grup matematyków i fizyków rekrutowanych spośród więźniów obozów koncentracyjnych (taka komórka była i w Książu), aby w końcu przejść w badania nad konkretnymi rodzajami broni, zwłaszcza nad bronią biologiczną. Na tym polu, nawet jeśli chodzi o samo SS, rola Ahnenerbe była jednak marginalna, jako że badaniami o charakterze wojskowym zajmował się głównie Urząd Zbrojeniowy Waffen-SS działający w ramach SS-Fiihrungshauptamt. Nawet jednak spojrzenie na strukturę organizacyjną nie jest całkiem miarodajne, bowiem można by na tej podstawie odnieść wrażenie, że organizacja Ahnenerbe była niezbyt groźna, będąc raczej wyrazem jakiegoś oszołomstwa czy nazbyt wybujałych ambicji Reichsfuhrera SS i z niczym poważnym zapewne nie miała do czynienia - np. z zabezpieczaniem kluczowych dzieł sztuki. Byłoby to jednak wrażenie błędne! "
...............................................
Do napisania tego tekstu, zwłaszcza w części poświęconej wyjaśnieniu struktury SS Ahnenerbe, korzystałem z książki Pana Igora Witkowskiego pt. " Cała prawda o Wunderwaffe"