Tu nie chodzi o to, kto ma rację, a czyja polityka zwycięży... To słowa pewnego Pana w Niemczech, który komentował, w dość niewybrednych słowach, niemiecką poprawność polityczną i zamykanie ust dziennikarzom, wszystkim ludziom którzy mówią jak jest. Od wielu lat mamy politykę robienia chama z człowieka. Bez dwóch zdań, temat reparacji wojennych od Niemiec za napaść na Polskę, za mordowanie dzieci, niewinnych ludzi, za złodziejstwo dzieł sztuki etc. jest niezałatwiony i oczekuje społecznego zadośćuczynienia.
Obserwując i rozmawiając z wieloma moimi znajomymi, którzy są dziennikarzami, mogę potwierdzić - są osoby przyzwoite. Jednak, gros tej społeczności (to bardziej zwaśniona mamoną grupa wzajemnej adoracji) niestety ale ni jak nie ma nic wspólnego z etyką dziennikarską. Teraz ,,pisze" się za umowne dwie stówy, a nie dla kogoś żeby zainteresować czymś lub naświetlić coś, ujawniając jakieś nieprawidłowości, niejako z przyzwoitości.
Zamykane są usta wielu niepoprawnym i niepokornym. W celu?... Ano w celu ukrytych celów.
W Niemczech nie ma wolności słowa jako takiego. Istnieje upadek demokracji - to słowa rodowitego Berlińczyka. My gdy tam jesteśmy, chcemy tylko jednego - aby ludzie przestali wierzyć swoim politykom, i aby zrobili to o czym mówią od dawna - pogonili wszelkie ,,organizacje" które świadomie w kuluarach rozgrywają polityków, tak aby i oni i politycy już nigdy więcej nie sprawowali władzy, a zaczął być słyszalny głos człowieka, tego człowieka mieszkańca tej ziemi.
Nasz głos może nic nie znaczy, jednak połączony wespół z innymi głosami, może bardzo dużo.
Polska jest jeszcze słaba, ale ma szansę żeby podnieść się z kolan i domagać sprawiedliwości. W przyszłym roku wybory do parlamentu UE. Wiecie na kogo głosować... Na pewno nie na tych co chcą aby zamykano usta ludziom którzy mówią prawdę.
Pamiętajcie o tym.
Szlakiem Starej Nowej Historii: To blog wnikający w aspekty wielu spraw. Tematem głównym jest próba rozwikłania wielu tajemnic związanych z Lubiążem, okolicami oraz z Kompleksem " Riese " w Górach Sowich w kontekście Lubiąża. Poruszamy sprawy związane z duchowością, alternatywną historią. ,, Kiedy wyeliminuje się niemożliwe wówczas to, co zostanie, bez względu na to, jak byłoby nieprawdopodobne, musi być prawdą." Sir Artur Conan Doyle
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życie. Pokaż wszystkie posty
piątek, 23 listopada 2018
niedziela, 14 października 2018
Kampanie społeczne - Alkohol
Mój tekst z Facebooka. Uważam, że warto pomagać ludziom sponiewieranym przez los.
Ciąg dalszy pokazania, że alkohol jest seksistowski czyli: ostatnio słychać było "wycie" feministek bo nie podoba się pewna kampania #10Powodów, a prawda jest zupełnie gdzie indziej...
Znam bardzo dobrze problem alkoholizmu, Wiem, że NIGDY nie jest tak samo. Wiem, że bardzo trudno jest pomóc takiej osobie, gdy sama tego nie chce. Zawsze podkreślam - alkoholizm to choroba ludzi wrażliwych...Sponiewieranych przez seksistowski alkohol, tak ,,uwielbiany" na wielu spotkaniach z ludźmi jak i w samotności ze sobą... Zamknięty krąg, jaki wytwarza się wokół osoby pijącej, przeraża swoją dosadnością i samotnością oraz... bezradnością, jak i pogodzeniem się z losem. Picie kobiet i picie mężczyzn to dwa różne sposoby sponiewierania się na tym świecie. Kobieta pije inaczej, bardziej z bezsilności, z nieradzeniem sobie z losem, z bycia w depresji... Facet pije, bo: ... (tutaj wstaw sobie dowolny powód - zawsze trafisz w punkt)
Nie ma takiego czegoś jak równouprawnienie w piciu, w grzaniu gorzały, w chlaniu wina, w cedzeniu cydrów i sączeniu piwska... Taki stan trwa, i trwa... Jeżeli poniewiera silną osobowość, to nastąpi ten moment przesytu (sic!) upodlenia i taka osoba pójdzie drogą ku trzeźwości. Jeżeli, osoba jest słaba psychicznie to... przeważnie umiera przedwcześnie i pies z kulawą nogą nawet się nie zainteresuje. Fajnie jest mieć cel w życiu... Na trzeźwo pomaga w dojściu do ładu. Daje radość oraz pozwala brnąć przez ten plastikowy świat... Moja walka trwała długo. Byłem sam, sam zmagałem się z dnem. Sam też wyciągnąłem się z tego dna... Nie miałem już wtedy nikogo... Nie wstydzę się tego. Uważam, że warto było. Pewnych grzechów nie wybaczę sobie, mogę tylko Boga prosić o przebaczenie... Pomagam, wbrew wszystkiemu, ludziom z problemami uzależnień. Uważam, że każdy człowiek zasługuje na szacunek. Warto pierwszemu wyciągać dłoń pomocy. A co jeżeli ten ktoś odrzuci pomoc? Kiedyś wróci, jak zdąży przed śmiercią, i poprosi o pokazanie sensu życia. Tyczy się to też sensu życia w rodzinie
Ciąg dalszy pokazania, że alkohol jest seksistowski czyli: ostatnio słychać było "wycie" feministek bo nie podoba się pewna kampania #10Powodów, a prawda jest zupełnie gdzie indziej...
Znam bardzo dobrze problem alkoholizmu, Wiem, że NIGDY nie jest tak samo. Wiem, że bardzo trudno jest pomóc takiej osobie, gdy sama tego nie chce. Zawsze podkreślam - alkoholizm to choroba ludzi wrażliwych...Sponiewieranych przez seksistowski alkohol, tak ,,uwielbiany" na wielu spotkaniach z ludźmi jak i w samotności ze sobą... Zamknięty krąg, jaki wytwarza się wokół osoby pijącej, przeraża swoją dosadnością i samotnością oraz... bezradnością, jak i pogodzeniem się z losem. Picie kobiet i picie mężczyzn to dwa różne sposoby sponiewierania się na tym świecie. Kobieta pije inaczej, bardziej z bezsilności, z nieradzeniem sobie z losem, z bycia w depresji... Facet pije, bo: ... (tutaj wstaw sobie dowolny powód - zawsze trafisz w punkt)
Nie ma takiego czegoś jak równouprawnienie w piciu, w grzaniu gorzały, w chlaniu wina, w cedzeniu cydrów i sączeniu piwska... Taki stan trwa, i trwa... Jeżeli poniewiera silną osobowość, to nastąpi ten moment przesytu (sic!) upodlenia i taka osoba pójdzie drogą ku trzeźwości. Jeżeli, osoba jest słaba psychicznie to... przeważnie umiera przedwcześnie i pies z kulawą nogą nawet się nie zainteresuje. Fajnie jest mieć cel w życiu... Na trzeźwo pomaga w dojściu do ładu. Daje radość oraz pozwala brnąć przez ten plastikowy świat... Moja walka trwała długo. Byłem sam, sam zmagałem się z dnem. Sam też wyciągnąłem się z tego dna... Nie miałem już wtedy nikogo... Nie wstydzę się tego. Uważam, że warto było. Pewnych grzechów nie wybaczę sobie, mogę tylko Boga prosić o przebaczenie... Pomagam, wbrew wszystkiemu, ludziom z problemami uzależnień. Uważam, że każdy człowiek zasługuje na szacunek. Warto pierwszemu wyciągać dłoń pomocy. A co jeżeli ten ktoś odrzuci pomoc? Kiedyś wróci, jak zdąży przed śmiercią, i poprosi o pokazanie sensu życia. Tyczy się to też sensu życia w rodzinie
środa, 20 czerwca 2018
Walka z biotechnologią czyli pokerowe - sprawdzamy.
Ostatnio sporo na temat dyżurnego tematu wakacyjnego czyli o masonerii. Jakoś tak, ciężko w internetach odszukać merytoryczną wiedzę na ten temat, bez zwracania się do badaczy tematu ad personam. Moje zdanie na ten temat znacie i jest wyraźne - całkowity zakaz na terenie Europy dla organizacji które mają jakiekolwiek tajne zapisy w statutach, regulaminach, czy różnego typu kodeksach. I tyle.
Jednak dzisiaj nie o tym.
Firma Google czyli wiodąca przeglądarka internetowa oraz konglomerat usług IT. Czy wiecie, że w skład tej firmy wchodzą takie twory, jak Alphabet Inc. zajmujący się badaniami naukowymi w szerokim zakresie biologi, jak i firma Nest Labs. zajmująca się inteligentnym oprogramowaniem, jak i też firma która podlega Google zajmując się biotechnologią i nazywa się Calico?... Ostatnio, obserwuję wzmożony ruch na tym rynku w zakresie inwestycji w wszelkie projekty które związane są z zaprzęgnięciem biologi do technologi czyli nic dobrego z tego raczej nie wyniknie. Jeżeli szukamy jakichkolwiek informacji w ogólnodostępnym internecie, musimy zderzyć się ze ścianą milczenia, wymownego milczenia. Na wielu branżowych portalach, zajmujących się ogólnie IT też jakoś cicho. Kto o tym mówi? Większość niezależnych? Tez jakoś nie za dużo ich? I tutaj zbliżamy się do tej słynnej ostatnio "cenzury" lub jak przedstawia to google - "pozycjonowania" czyli cięcia zasięgów dla prawicowych i wolnościowych treści, tej promocji na siłę, pseudo wartości liberalnych oraz hipokryzja wynikająca z narzuconych mechanizmów, odnośnie promocji np> dnia seksu, a z drugiej strony, usuwania treści religijnych.
Biotechnologią interesowali się Niemcy podczas ostatniej wojny i testowali to w okrutny sposób na więźniarkach, odcinając im ręce a w zamian przyszywając świńskie kończyny.. Wiem, że to drastyczne acz wiem, że nie mówię nad wyrost ponieważ badania nad łączeniem ciała ludzkiego z maszyną są prowadzone od początków dojścia do władzy Niemców ideologicznie powiązanych z organizacjami nazistowskimi.
Czy masoni rządzą światem? Nieudolnie...
Jednak coś w tym stwierdzeniu jest na rzeczy...
Firma Google, jak i Facebook, to nasze dobrowolne zniewolenie. Przez szereg zabiegów związanych z udostępnianiem naszych danych, te firmy zamykają nam okno na świat które tak ochoczo, kilka dekad temu, ci sami ludzie reklamowali...
Czego oczekujemy? Uczciwości jak i transparentności we wszystkich działaniach firm związanych z przetwarzaniem naszych danych osobistych (osobowych tak samo) Czy to tak dużo? Dla tych firm, widocznie za dużo...
Konkluzja:
Będzie dobrze, jednak tylko wtedy gdy otwarcie będziemy mówić o nieprawidłowościach związanych z uczciwym podejściem do człowieka - użytkownika sytemu w jakim przyszło nam żyć.
Jednak dzisiaj nie o tym.
Firma Google czyli wiodąca przeglądarka internetowa oraz konglomerat usług IT. Czy wiecie, że w skład tej firmy wchodzą takie twory, jak Alphabet Inc. zajmujący się badaniami naukowymi w szerokim zakresie biologi, jak i firma Nest Labs. zajmująca się inteligentnym oprogramowaniem, jak i też firma która podlega Google zajmując się biotechnologią i nazywa się Calico?... Ostatnio, obserwuję wzmożony ruch na tym rynku w zakresie inwestycji w wszelkie projekty które związane są z zaprzęgnięciem biologi do technologi czyli nic dobrego z tego raczej nie wyniknie. Jeżeli szukamy jakichkolwiek informacji w ogólnodostępnym internecie, musimy zderzyć się ze ścianą milczenia, wymownego milczenia. Na wielu branżowych portalach, zajmujących się ogólnie IT też jakoś cicho. Kto o tym mówi? Większość niezależnych? Tez jakoś nie za dużo ich? I tutaj zbliżamy się do tej słynnej ostatnio "cenzury" lub jak przedstawia to google - "pozycjonowania" czyli cięcia zasięgów dla prawicowych i wolnościowych treści, tej promocji na siłę, pseudo wartości liberalnych oraz hipokryzja wynikająca z narzuconych mechanizmów, odnośnie promocji np> dnia seksu, a z drugiej strony, usuwania treści religijnych.
Biotechnologią interesowali się Niemcy podczas ostatniej wojny i testowali to w okrutny sposób na więźniarkach, odcinając im ręce a w zamian przyszywając świńskie kończyny.. Wiem, że to drastyczne acz wiem, że nie mówię nad wyrost ponieważ badania nad łączeniem ciała ludzkiego z maszyną są prowadzone od początków dojścia do władzy Niemców ideologicznie powiązanych z organizacjami nazistowskimi.
Czy masoni rządzą światem? Nieudolnie...
Jednak coś w tym stwierdzeniu jest na rzeczy...
Firma Google, jak i Facebook, to nasze dobrowolne zniewolenie. Przez szereg zabiegów związanych z udostępnianiem naszych danych, te firmy zamykają nam okno na świat które tak ochoczo, kilka dekad temu, ci sami ludzie reklamowali...
Czego oczekujemy? Uczciwości jak i transparentności we wszystkich działaniach firm związanych z przetwarzaniem naszych danych osobistych (osobowych tak samo) Czy to tak dużo? Dla tych firm, widocznie za dużo...
Konkluzja:
Będzie dobrze, jednak tylko wtedy gdy otwarcie będziemy mówić o nieprawidłowościach związanych z uczciwym podejściem do człowieka - użytkownika sytemu w jakim przyszło nam żyć.
niedziela, 25 czerwca 2017
Słowo na niedzielę czyli opinie oraz wnerw na rzeczywistość.
Najciekawsze i zarazem zatrważające jest to, że o Chrześcijańskie Miłosierdzie zabiegają ludzie, którzy na co dzień flekują Kościoły ( Mówię o wszystkich odłamach Chrześcijaństwa, bo ostatnio dostaje się każdemu z osobna. A co jest od kilku miesięcy niepokojącą tendencja zwyżkową. )
Zdjęcie jest mojego autorstwa. Interesuje mnie zależność układów, stref wpływów oraz nacisku na tkankę społeczną, w celu wywołania pożądanych zachowań - czyli zawładnięcia Europy dla partykularnych celów kilkoro osób vide tajnych stowarzyszeń ) Zdjęcie wykonałem na jednym z wieców KODu we Wrocławiu. Wykonałem je na Placu Solnym. Flaga Unii Europejskiej na tle siedzimy GazWyb i proszę, zwróćcie uwagę na balkon GW - każdy niech wyrobi sobie swoje zdanie bo moje jest jednoznaczne - ogłupieni ludzie idą pod szyldem manipulacji. Zatrważa mnie, poziom sterowności propagandą. Nie wnikam w intencje ludzi i nie interesują mnie ich poglądy, w momencie gdy przedstawiają mi wymysły manipulacji a nie argumenty poparte dowodami. Mnie interesuje to, że ludzie zaczynają widzieć manipulacje w mainstreamowych mediach polegającą na czarowaniu rzeczywistości, manipulacji komentarzami, czy też celowym opisywaniu Ataków Terrorystycznych nowomową polegającą na " Incydentalnym " znaczeniu tych przestępstw. Mam w głębokim poszanowaniu opinie ludzi którzy atakują mnie za moje poglądy. Za każdym razem, gdy rozmawiam w prywatnych dialogach, słyszę ten sam tekst - " Jesteś PISowskim trollem"...
niedziela, 1 czerwca 2014
Myślenie Relatywne
Po dłuższej nieobecności, spowodowanej nawarstwieniem wielu spraw. Postaram się opisać kilka nurtujących mnie myśli o tym naszym padole jestestwa.
Myślenie relatywne jest uzależnione od wielu czynników, ma swe początki w niespodziewanych przez nas momentach. Czasami jest tak, że chcemy być obiektywni i usilnie staramy się zachować swój poziom percepcji, jednak nawarstwianie bodźców zewsząd, powoduje, że relatywizm ma się dobrze.
W Dniu Dziecka, nasza, już zaprzyjaźniona rodzinka z Wrocławia. Postanawia zrobić sobie niedzielę poświęconą na poprawę relacji rodzinnych oraz wyjazd do ulubionego Klasztoru w Lubiążu. Po ostatnim pobycie w Klasztorze, w bardzo dobrych nastrojach wracali do domu. Opowiadali sobie, co ich zauroczyło, co zawładnęło wyobraźnią, dało ten obraz dowolnej interpretacji. Tato z zadumą i podziwem w głosie odpowiedział - Potęga i monumentalizm tego obiektu, jest może nie przytłaczający ale wywołuje wrażenie bezmiaru kształtów, linii prostych oraz tego magicznego układu perspektywy widzenia. Po pauzie myślowej, dodał - zapach jest charakterystyczny dla klasztornych pomieszczeń, ten zapach dobywający się z nieczynnych pieców, ten zapach ścian nasiąkniętych historią bytności ludzi w tych murach. Robi mocne wrażenie. Nasza mama, specjalistka od kuponów rabatowych w kolorowych czasopismach dla Kobiet. Odpowiedziała - To prawda, ten zapach przypomina mi czasy w których miałam obowiązkowy staż i mieszkałam u pewnej starszej pani, która posiadała piękny stary dom na obrzeżach Krakowa. Córka zwana rozwrzeszczaną nastolatką, z racji tego, że wiek dojrzewania ma swoje prawa i organizm na sterowanie hormonami nie posiada w tym wieku aktualizacji oprogramowania, a szkoda. Wracając, nasza, ok Mamy Córcia, odrywając głowę od telefonu komórkowego popularnej marki z jeszcze popularniejszym oprogramowaniem, uśmiechając się z błyskiem w oczach, mówi do Taty - Mnie ten zapach przypomniał o naszej starej szkole i o tym jak Pan Woźny, gdy pękła rura od ogrzewania, musiał wygasić piec. Pan dyrektor, biegał za nim coś gestykulując, jak Louis de Funes w filmie - " Żandarm z Saint - Tropez " ( młodzi ludzie wracają do klasyki kina ) a pan Woźny, wchodząc do kotłowni, z zewsząd dobywającymi się kłębami dymu, spokojnym krokiem, nie słuchając dyrektora uśmiechał się do nas patrzących z zaskoczeniem na to wszystko. Mama uśmiechnęła się, tato żachnął pod nosem. Nie do końca ten wasz zapach z szkoły, przypomina ten z Klasztoru, ale patrząc na to po przez wymiar wartości ulotnych to i klasztor, i wasza szkoła - były i są miejscami przekazywania wiedzy, zgoła odmiennej lecz służą dobrze i bez cienia widocznej przerwy. Jechali tak, nie spiesząc się, w szybach mijały zarysy drzew, domostw, łąk oraz sporadycznie - ludzi. Mama, dojeżdżając już pod dom w Wrocławiu, powiedziała: Lubiąż znam od wielu lat, od niedawna tam jeżdżę z wami moi drodzy, chciałabym abyśmy, gdy planujemy sobie jednodniowe wypady za miasto, wracali do Klasztoru i zadomowili się tam w tym obcowaniu z sztuką, może mocno ograbioną, lecz ciągle posiadającą swój jakże wielki urok.
W domu, po kolacji, szykując się do spania, przeglądając zdjęcia wykonane w dniu dzisiejszym. Zatrzymali się na jednym zdjęciu. Na tym, które robiła im jakaś dziewczyna. Spacerowała wśród drzew kasztanów, myślami gdzieś daleko, z malującym się na twarzy grymasem zadumy i tęsknoty. Córka, odważna poprosiła dziewczynę o to aby wykonała im zdjęcie. Przystała na to, widać było, że wyrwali ją z jakiegoś ważnego dialogu samej z sobą. Zrobiła zdjęcie, podziękowali i nie zaprzątali sobie myśli o dalszych losach dziewczyny od zdjęcia. Patrząc na zdjęcie, widoczna była droga, alejka wśród kasztanów, prowadziła od klasztornych drzwi, tych pod wieżami, prowadzącymi do kościoła pod wezwaniem Wniebowzięcia N. M. P. w linii prostej, do kościoła pod wezwaniem Św. Jakuba. Na pierwszym pniu napotkanego kasztanowca na tej alei, ktoś wyrył znak serca, z zaciekawieniem domyślając się tylko historii jego powstania. Jedno im nie dało spokoju, a mianowicie zasłyszana opowieść. Opowieść o tym, że w godzinach nocnych, można zaobserwować procesję, tą manifestację czegoś nadprzyrodzonego, tego ulotnego, nie do końca wyjaśnionego - procesję mnichów zakonnych która idzie, snuje się powolnym krokiem, płynie przez mgłę, tą alejką w kierunku do kościoła p. w. Św. Jakuba. Tato odparł, że jest jeszcze jedna ciekawa historia, tym razem całkowicie realna - kapłan odprawiający obrządek liturgiczny w kościele p. w. Wniebowzięcia N. M. P. przy otwartych drzwiach kościoła, widział kapłana w analogicznej funkcji, z kościoła p. w. Św. Jakuba. Obydwoje widzieli siebie doskonale. A ten zapach co wyczuwamy my wszyscy będący w klasztorze, to zapach manifestacji różnych bytów, i tych ujawnionych, i tych nieujawnionych a chcących być widzialnym.
Przed snem, oboje po cichutku, pomodlili się za dusze zmarłych w klasztorze.
Klasztor w Lubiążu jest naznaczony emocjami, energią oraz bytami wszelakiej maści. Zastanawiacie się, czy racjonalne myślenie i postrzeganie rzeczywistości ma swój wymiar odniesienia w klasztornych murach? Odpowiem wam z pełną odpowiedzialnością - racjonalizm postrzegania, w klasztorze, nie ma wymiaru - on jest w każdym z tych wymiarów, jest ciszą co mi towarzyszy gdy przemierzam samotnie korytarze klasztorne, jest tym dźwiękiem dobywającym się z oddali i który potrafi wyprostować włosy na głowie, jest tym światłem które w zaskakujący sposób pada na rzeczy jakie racjonalnie ujmując, nie powinny być aż tak doświetlone... Oraz jest tą prawdą o tym pięknym miejscu - warto wracać do niego.
sobota, 17 maja 2014
Czy sens ma wymiar czasu? Nostalgie lubiąskie...
Zastanawiasz się, czy sens w działaniu, w swoim życiu, ma wymiar trwania doczesnego, czy tylko chwilowego? Czasami sprawia wrażenie, że sens w naszym życiu, uwielbia zadawać pytania po przez czyny, jakich doświadczamy bądź doświadczymy, ale żyjąc w obecnych czasach, wszędobylskiego pośpiechu i tego paradoksalnego stwierdzenia o tym, że nasze doby życia trwają dwadzieścia trzy godziny, zamiast dwudziestu czterech, ciągle brakuje nam wszystkim tej jednej godziny na dobę. Szukanie sensu, to trudne zadanie.
Przechadzając się po Lubiążu, tudzież będąc w obiektach pocysterskich. Obserwuję, może i dobre przemiany, może i ciekawe rzeczy dzieją się, ale... no właśnie, ale?..
Lubiąż to mieścina, wiocha, jakich wiele? Zaraz odezwą się głosy, że to nie prawda, że może i jest szaro ale ludzie dają radę. Zgadza się, ludzie dają przysłowiową radę, jest kolorowo, przaśnie i fajnie, jednak brakuje tego sensu. Tego, co spaja ludzi do działania, do życia w wspólnocie, z odpowiedzialnością za miejsce w jakim przyszło im, nam żyć. Spotykam się z ludźmi, mieszkańcami Lubiąża, z gośćmi jacy przyjeżdżają odwiedzać tenże piękny zakątek Dolnego Śląska. W rozmowach, często przetacza się teza o tym, że: "Macie ludzi z potencjałem, jacy zajmują się wielowymiarowym okiełznaniem sztuk wszelakich, czy jest możliwym, aby zebrać was w jedno miejsce i abyście wspólnie, zyskując status rezydenta, promowali waszą miejscowość oraz Klasztor?"... Po zastanowieniu, odpowiedziałem, że tak, owszem jest taka możliwość, jednak brakuje tej weny od decydentów, aby powstała taka fajna grupa. Ponieważ byłaby zagrożeniem dla zaistniałego "ładu" jaki marazmem oraz sobie wiadomym układem politycznym trwa, nie tylko lokalnie, w całym naszym kraju również ma to miejsce. Także, z innej strony, czy w Fundacji Lubiąż jest miejsce na takich ludzi, jak ja, czy inni pasjonaci co zajmują się, zupełnie bezinteresownie, promowaniem cech pięknych i wrażliwych na zdjęciach, w opisach, w zbiorach wartościowych i zębem czasu podgryzionych? ... Na te i inne pytania, odpowiedzcie sobie sami, bez irytacji czy jakiś innych złych emocji. Powiem wam tylko, że brakuje mi tego odpowiedzialnego podejścia do wszystkiego co ma wartość czy to historyczną, czy tą ulotną - społeczną w wymiarach postrzegania na wielu płaszczyznach...
Dobrze, dość narzekania, bo ani to mój styl, ani warte tego aby opisywać tak dokładnie.
17. 05. 2014 r. oraz 18. 05. 2014 r. to dwa dni na zwiedzenie całego zespołu obiektów pocysterskich w Lubiążu. Zwiedzanie obejmuje, trasę Główną - rozszerzoną o strych oraz piwnice. Na moim Facebookowym profilu, są zdjęcia z tras strychowo - piwnicznych. Popieram i podpisuję się obiema rękoma pod tym, aby częściej organizować tego typu formę zwiedzania klasztoru, ponieważ nasze zaprzyjaźnione małżeństwo, jak wiecie z poprzedniego mojego wpisu, mieszka w Wrocławiu i chciałoby częściej odwiedzać miejsca historią nasiąknięte, albo wręcz ociekające takie jak Lubiąż.
Będąc dzisiaj w Klasztorze, pogoda nie była za łaskawa, jednak zobaczyłem ludzi co z uśmiechem zadowolenia, kroczyli w tereny sobie nieznane i z zaciekawieniem podziwiali mijające artefakty oraz dyskutowali między sobą na tematy zaobserwowane. Stałem w bramie głównej, schroniony przed deszczem, wpatrzony obiektywem aparatu na część pałacową klasztoru. Kątem oka, widząc mijających mnie ludzi. W pewnym momencie, bardziej skupiony na tym ciekawym zjawisku jakim jest widok uśmiechniętych ludzi w deszczową pogodę niż na szukanie synergii miejsca, czasu, światła, do zdjęcia. Dosłownie zafrapowałem się, takie to było niesamowicie poruszające. Trwało to może, z kilka minut, chciałoby się rzec - chwilo trwaj, jednak każda chwila ma swój sens oraz czas trwania. Wsiadając do samochodu, natłok myśli wraz z obrazami przeistoczył się w stwierdzenie, że jutro warto raz jeszcze przyjechać do klasztoru.
Jadąc przez Lubiąż, zastanawia mnie zawsze, co ludzi trzyma w tym miejscu, dlaczego akurat tutaj chcą żyć? Odpowiedź może być tylko jedna - są u siebie. Dbają, tak jak mogą, o to aby nam wszystkim jakoś znośnie żyło się w tym padole miejsca ciekawego.
Jesteście ciekawi, co robi nasza rodzinka z Wrocławia? Sobota u nich wygląda normalnie, jak zwykle, z dużą dozą fajnych chwil, oraz z planami aby jutro / 17. 05. 2014 r. / przyjechać do Lubiąża, co skrupulatnie opiszę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)








