,,Armia Hitlera", ,,Naziści"... Widzę, że ciężko napisać, że to było wojsko niemieckie...
Od końca II wojny światowej trwa tendencja do wybielania zbrodni niemieckich. Tak fałszuje się historię.
Druga sprawa, raczej nie wchodzę na fb strony historyczne. Bo tam zawsze to samo, gdy pojawia sie temat Muchołapki w Ludwikowicach to jedni przez drugich wyzywaja się i spinają, bo ci mają dokumenty, ci słyszeli od mitycznego Ślązaka o chłodni (serio, Ślązak to etatowy informator ludzi zwiazanych z pewnym miesiecznikiem) Tak na prawdę, w oficjalnym ścieku medialnym nie ma sensownego i logicznego wytłumaczenia na ten nagły skok technologiczny Niemców. Ideą naukowców niemieckich było motto - przekraczamy nieracjonalne. To już dużo nam mówi. Ludzie, maja wbijane do głów pewne zasady, dzięki którym boją się wyjrzeć dalej niż akademicy. Niestety, gdy masz poglądy kontrowersyjne lub mówisz prawdę, to z miejsca nie istniejesz w świecie pseudo nauki.
Nie ufam dokumentom niemieckim, bo tak na prawdę to ściema utrzymywana dla korzyści. Muchołapka - za dużo manipulacji i hejtu, a to już włącza czerwoną latarnię we łbie. Podobnie, jeśli chodzi o Lubiąż. Za dużo poprawnościowych lojalistów przychylnych tzw. oficjalnej retoryce.
Wnioski można samemu wyciągnąć i nie dawać się wodzić za nos manipulatorom, którzy tak na prawdę dyskredytują wszystkie glosy odbiegajace od ,,obowiazujacej prawdy".
Szlakiem Starej Nowej Historii: To blog wnikający w aspekty wielu spraw. Tematem głównym jest próba rozwikłania wielu tajemnic związanych z Lubiążem, okolicami oraz z Kompleksem " Riese " w Górach Sowich w kontekście Lubiąża. Poruszamy sprawy związane z duchowością, alternatywną historią. ,, Kiedy wyeliminuje się niemożliwe wówczas to, co zostanie, bez względu na to, jak byłoby nieprawdopodobne, musi być prawdą." Sir Artur Conan Doyle
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasztor Lubiąż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasztor Lubiąż. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 23 stycznia 2020
poniedziałek, 4 listopada 2019
Podziemia w Klasztorze nie zostaną odkopane?...
W każdym razie, tzw. Zakazana Archeologia (nie lubię tego eufemizmu, bo coś o czym wiadomo, nie może być zakazane. Owszem, niestety jest pomijane przez ,,naukę") bardzo rzeczowo i ciekawie opisuje świat podziemny który nazywa się Agharta. Stąd te przykłady użycia technologii wykraczajacej o lata świetlne od naszej współczesnej, a które to przykłady widać w miejscach zamków, starych klasztorów, kościołów, kamieniołomów etc. vide szlak ,,Orlich Gniazd", trójkątne wiercenie - Kraków, giganty - Łużyce. Podczas II wojny światowej w Lubiążu przebywali ludzie z Ahnenerbe i to już daje sporo do myślenia - co tu szukali? Czy klasztor w Lubiażu po dziś dzień jest takim samym miejscem co kaplica Św. Gereona na Wawelu, że jest zamkniety na cztery spusty przed badaczami? Tak aby nie dokopano się czasem do niewygodnej prawdy?...
To nie są teorie spiskowe - raz jeszcze napiszę, a celowe działanie majace ukryć przed ciekawskimi to co można natrafić odkopując podziemia. Czy kiedykolwiek uda się poczynić taką eksplorację? Patrzac na to jak restrykcyjne mamy prawo odnośnie poszukiwań zabytków, możemy jasno sobie odpowiedzieć, że majac na terenie Polski ślady pozostałości po zaawansowanej technologii, nic nie jest dziełem przypadku...
W materiale filmowym ukazane są widoczne przykłady użycia zaawansowanej technologii, sporo wykraczającej ponad naszą współczesną...
wtorek, 15 października 2019
Słowaccy SSmani w Lubiążu?...
Słowaccy SSmani w Lubiążu?!... Pojawił się wątek słowackiej grupy SS stacjonującej w Leubus/Lubiąż która to podążała jako uzupełnienie dla Festung Breslau. Caly czas krążą wątki slowackich SSmanów w opowieściach ludzi - świadków, którzy to mówią wprost, że byli SSmani - Niemcy, którzy nie brali udziału w walkach, oraz tzw. Mięso Armatnie czyli Slowacy, którzy zostali zdziesiątkowani pod Piskorzowicami k. Wrocławia. Pojawia się pytanie, dlaczego ów grupa przez kilka dni była w Leubus? ( we wspomnieniach slowackiego żołnierza jest wprost mowa o wielkim pałacu tuż przy Odrze, jednak nie jest opisane co tam czyniono) Znamienite w tym wszystkim jest to, że pierwsza grupa SS, ta która nie brała udziału w walkach frontowych, w Leubus stacjonowała aż do kilku godzin przed wjechaniem Rosjan. Poddała się dopiero w Austrii dla USArmy niemal w pełnym składzie osobowym... Co było tak ważnego? Czy, eskortowali naukowców z Leubus do Austrii aby poddać się amerykanom? (Operacja ,,Paper Clip") Naukowcy pracujący dla Rzeszy w Leubus nie mieszkali w budynkach szpitala psychiatrycznego jak wmawiają niektorzy, a wg. Świadków, wspomnień, zeznań autochtonów, naukowcy mieszkali na kwaterach prywatnych vide Villa Rosa oraz, co ważniejsi mieszkali w wiosce obok Lubiąża - w Glinianach. Powstaje coraz więcej pytań bez odpowiedzi. Ciagle trwa wojna informacyjna na ujawnianie wielu niewygodnych faktów. Historia jest pisana na nowo przez tzw. grupy interesów. Nie warto podpierać się tylko dokumentami, zwłaszcza niemieckimi, bo one były sukcesywnie fałszowane. Należy słuchać ludzi - świadków tamtych wydarzeń. Co czynimy i wychodzą coraz to nowe, logiczne powiązania wielu spraw, niewygodnych nawet współcześnie...
sobota, 6 lipca 2019
Historia czyli co? Reset 676
Nasze ,,media" niechetnie mówią o tym, a na tym filmie widzimy obchody powstania Bundeswehry. Ceremoniał z pochodniami... Ot ciekawostwa ktora tam funkcjonuje, a u nas szuka się wafelkowego Hitlera... 😎
Ostanio w niezależnych mediach poruszany jest temat resetu co 676 lat. Gdy człek zaczyna na własną rekę badać przeszłość , to odkrywa, że oficjalna historia to tak na prawdę kłamstwo które ma z logiką niewiele wspolnego. Weźmy np. naszą historię. Zaczyna się od Chrzsztu Polski w 966 r. A co, wczesniej nic nie było, a tylko plemiona żyjace w drewnianych osadach? 😎🙂 W historii Europy brakuje 300 lat do roku zerowego czyli do narodzin Chrystusa. Podczas wojny Niemcy zajęli wszystkie miejsca ważne z pkt. widzenia tzw ,,źródeł mocy" czyli slowiańskie osady zalozone na naturalnych pkt. energetycznych. W Lubiażu jest to samo. Klasztor jest zalozony na miejscu bardzo ważnym dla Slowian. Wszyskie wejscia do podziemi są zasypane (co pokazuję na filmach u siebie.) Historia wczesno średniowieczna klasztoru to obecny koścół pw. N. M. P. Archeologowie rozpoznali to miejsce w zikomej części, o czym sami mówią w swoich pracach. My zbieramy wszystko w jedną całość i obraz jaki się wyłania, pozwala jednoznacznie stwierdzić, że proby starania się o eksplorację tych tuneli można sobie przy obecnym podejsciu decydentów, miedzy bajki wsadzić. Tak czy inaczej, walka ciągle trwa, aby prawda ujrzała światlo dzienne.
poniedziałek, 1 lipca 2019
Drugi poziom podziemi w Klasztorze w Lubiążu
,,Słynna" klatka schodowa w Klasztorze.
Na pierwszym zdjęciu widać jedyne zejście na DRUGI poziom piwnic/podziemi klasztornych (zejście zasypane, ale można jeszcze sporo zaobserwować)
Klatka schodowa posiada pozostałości schodów, od poziomu parteru nakryta płytami betonowymi.
piątek, 28 czerwca 2019
Powrót czyli nowe informacje o Lubiążu
Czas na powrót 🙂 Ostatnie tygodnie spędzone były na przepychankach z naszą jakże lubianą 😉 Służbą Zdrowia, oraz na szukaniu materiałów źródłowych odnośnie walk na terenie powiatu wołowskiego i ościennych. Interesują mnie wspomnienia żołnierzy i cywilów uczestników jak i naocznych świadków tamtych wydarzeń. Poszedłem za poradą, poznanego osobiście we Wrocławiu, posiadającego niekonwencjonalne metody poszukiwań, kwerend itp. Doktoranta z U.J. Poszukałem w internetowych domach aukcyjnych zlokalizowanych we Francji (dlaczego Francja? 😎 USArmy tam pozostawiło od groma wszystkiego i sprzedawali to za dobra konsumpcyjne 😉 ) Dotarłem do kilku książek, z których jasno wynika że istniała specjalna grupa SS która dosłownie paliła, zrównywała z ziemią etc. Wszystkie miejsca związane z eksperymentami, likwidowała laboratoria, paliła domy w których mieszkali naukowcy. Szlak tej grupy wiódł przez Wołów, Lubiąż... Informacja o wołowskim laboratorium Siemensa które to zostało spalone jest wymieniona. Grupa stacjonowała w Leubus okolo tygodnia - co wtedy robili? ... Wszystko zaczyna powoli układać się w logiczną całość. Pojawiają się nazwiska. Ten temat poruszę w filmie który powstanie jak najszybciej - Dwa Klasztory, dwie historie 🙂 Rozwalimy ten beton tajemnic 😎😊
sobota, 3 czerwca 2017
Szlakiem starej nowej historii - Więzień
Klasztor w Lubiążu po wojnie, był areną wielu wydarzeń.
Wojska Sowieckie wkraczając do Lubiąża, sporo wiedziały na temat klasztoru oraz
tego co się w nim działo. Ma to swoje reminiscencje w ujawnianych cyklicznie
rewelacjach archiwalnych które, zaznajomieni z tematem Lubiąża przywożą do
Polski. Jednak nie o tym mowa ( wkrótce je opublikujemy ).
Dzisiaj chciałbym wam opowiedzieć historię
związaną z powojennymi losami klasztoru. Dostaliśmy e-maila od pewnej Pani, mieszkanki
Lubiąża z którą się spotkaliśmy i długo rozmawialiśmy. Tego typu spotkania są
dla nas bardzo wartościowe, ponieważ mamy szczególną okazję do usłyszenia
wspomnień od ludzi którzy byli bezpośrednimi świadkami życia oraz wydarzeń z historii naszych nie tak odległych dziejów. Nasza Pani, opowiedziała nam o koszmarnym wydarzeniu jakiego była świadkiem, wespół ze swoimi dwoma
koleżankami, które na zawsze pozostawiło traumę w pamięci. Nasze spotkanie przerodziło się w wielogodzinną rozmowę, w której
uzyskaliśmy bardzo dużo ciekawej wiedzy, jak wyglądała miejscowość, jakie było życie codzienne powojennego Lubiąża. Podczas spotkania było bardzo dużo różnorodnych emocji. Smutek i przygnębienie, mieszały się z radością, żalem i nadzieją, która umiera na końcu. Czasem pozostawiając za sobą wiele pytań bez odpowiedzi...
Zacznijmy zatem od
początku.
Po wkroczeniu wojsk radzieckich do Lubiąża, klasztor był w
wiadomym centrum zainteresowania – raz, że pozostało sporo urządzeń które z czasem wywieziono w głąb Rosji, a dwa, w Klasztorze był lokowany najtajniejszy program
wojskowy, który realizowało wojsko niemieckie.
Od maja 1945 roku w obiekcie zaczyna funkcjonować obóz filtracyjny założony
przez Sowietów dla swoich ludzi, którzy wiedzieli za dużo lub nie byli
elementem pożądanym w socjalistycznym społeczeństwie. Oficjalne źródła mówią, że obóz zakończył
swą działalność w 1947 roku. Nasza Pani, jak i inskrypcje namalowane przez
więźniów na klasztornych wewnętrznych murach, głoszą co innego. Rosjanie byli w
Lubiążu do kwietnia 1953 roku. Jako ciekawostkę podam fakt, że tzw. graffiti które
narysowali jeńcy sowieccy, a w których
była podana data – jest zamazywane. Kilka lat temu wykonywałem większy projekt
fotograficzny i udało mi się wykonać sporo ciekawych ujęć na których już widać
zamazywanie „ nie wygodnych ‘’ historycznie dat. Nie mnie to osądzać dlaczego
tak się dzieje, że obowiązującą prawdą jest coś co nie ma z nią tak naprawdę nic wspólnego, a jest
tylko wygodnym kłamstwem dla mniej dociekliwych czy zainteresowanych.
Pod koniec lutego 1947 roku, do Lubiąża przyjeżdżają pierwsi
repatrianci z zachodu ( Francja, Belgia, Holandia, Ukraina, Niemcy, Białoruś etc. ) Lubiąż przypomina
wielki tygiel w którym zderzają się ze sobą ludzie będący Polakami, pochodzącymi jednakże z bardzo zróżnicowanych miejsc, różniących się nie tylko kulturą, ale i statusem społecznym jak i ekonomicznym.. Nasza Pani
w tamtym czasie była nastolatką. Pamięta bardzo dużo szczegółów z tego
okresu. Pamięta, że Lubiąż był
podzielony ( i tu bardzo istotna informacja ) na trzy strefy tzw. Zony. Jedna
to cały Lubiąż Północny czyli ten w którym mieści się obecny Szpital Psychiatryczny. W tej strefie były koszary, w poniemieckich domach mieszkali
żołnierze sowieccy. Ta zona była dostępna dla ludności polskiej pod pewnymi
obostrzeniami oczywiście, nie chodziło tylko o przepustki, Rosjanie uwielbiali handlować czym się da za wódkę lub bimber. Nasza Pani opowiadała, że zaprzyjaźniła się z córką
jednego z Oficerów Sowieckich, która była jej rówieśniczką. Razem wjeżdżały na
teren zony i tam przebywały, spacerowały, obserwowały i bawiły się jak na dobre koleżanki przystało. Często dostawała jedzenie, które przynosiła do domu
i dzieliła się z rodzicami oraz rodzeństwem – miała taką możliwość. Jako
ciekawostkę podam też fakt, że dobrze wspomina Rosyjskich żołnierzy.Choć jak twierdzi obecnie jej znajomość z córką wysoko postawionego Żołdaka dużo się przyczyniło do tych dobrych relacji. Opowiadała,
że gdy przyjechali na Ziemie Odzyskane do punktu zbornego, który znajdował się w
Jaworze, to wydarzyło się jedno takie zdarzenie po którym nabrała sympatii dla Sowietów. Na bocznicy kolejowej stało kilka wagonów z Polakami, których lokomotywa została uszkodzona i musieli czekać na dalszy rozwój sytuacji. Trwało to kilka
dni. Zimno, śnieg i bydlęce wagony w których mieszkali. Przyjechał na stację po
kilku dniach, wojskowy skład wiozący żołnierzy. Zatrzymali się aby nalać wody
do lokomotywy, oraz aby odpocząć. Polacy poczęstowali ich swojskim bimbrem – waluta
jak na tamte warunki, cenniejsza niż dolary. Żołnierze Sowieccy, napojeni
solidnie gorzałką, zgodzili się podłączyć wagony Polaków do swojego składu i tak dotarli
do Wołowa. Następnie wozami konnymi (głównie tzw. drabiniaki) ruszyli z Wołowa do Lubiąża. Oznaczenie kierunku było
bardzo łatwe, ponieważ Lubiąż jako jedyny w promieniu wielu kilometrów, był
oświetlony niczym sporej wielkości miasto i łuna była widoczna z odległości
wielu kilometrów. Tak mieszkali Rosjanie i gdy przybył transport repatriantów
to urządzili Polakom bardzo dobre przyjęcie, nakarmili i rozlokowali po
opuszczonych domach, choć ich stan pozostawiał wiele do życzenia, był to już "swój" dach nad głową, a nie bydlęcy wagon i poniewierka.
Drugą zoną była strefa mieszcząca się od dawnej cegielni ( po której obecnie został tylko komin) przy
klasztorze do obecnej ulicy Wojska Polskiego i obejmowała sporej wielkości
zamknięty obszar do którego już cywile nie mieli prawa wstępu pod groźbą użycia
broni przez wartowników. W dużej mierze były to stajnie i stodoły zaadaptowane na magazyny żywnościowe oraz piękne owocowe sady. Trzecią i najbardziej strzeżoną zoną była strefa
obejmująca Klasztor i tereny okalające w bliskiej odległości od pocysterskich
zabudowań. Do tej strefy wejście nie było możliwe nawet dla zwykłych żołnierzy Sowieckich bez odpowiedniego rozkazu i przepustki. W tej strefie mieścił się
obóz filtracyjny i być może coś jeszcze.
Nasza Pani opowiedziała nam jak we wrześniu 1947 roku wracała
ze szkoły z swoimi dwoma koleżankami i co zobaczyły na własne oczy. Szły chodnikiem przy teraźniejszej ulicy Wojska
Polskiego po zakończonych zajęciach lekcyjnych. Wszystkie mieszkały przy tej
ulicy niedaleko od siebie i zawsze razem wracały do domu.
Tuż przed skrzyżowaniem drogi w kierunku na Lasek Św. Jadwigi, usłyszały
krzyki, tętent konia. Zatrzymały się gdy głosy
były coraz wyraźniejsze, nie wiedziały co się dzieje, były wystraszone i zdezorientowane. Ich oczom ukazał się zatrważający widok. Zobaczyły
mężczyznę ubranego w piżamę jakby w niebieskie pasy lub być może był to drelich obozowy.
Mężczyzna biegł resztką sił uciekając (z wylotu dzisiejszej ulicy ogrodowej) przed Rosyjskim wartownikiem na wielkim gniadym koniu. Wartownik gdy na skrzyżowaniu dogonił uciekiniera zatrzymał konia i wycelował w jego kierunku karabin. Więzień przebiegł przez drogę, w odległości kilkunastu metrów
od naszych dziewczyn ,które stały przywarte do okolicznego płotu jakby chciały się za nim ukryć, sparaliżowane strachem obserwowały całe zdarzenie. Wartownik oddał trzy strzały. Dźwięk wystrzałów był ogłuszający. Po
ostatnim uciekający człowiek upadł jak marionetka bezwładnie nie dając znaku życia, a wokół jego martwego ciała pojawiła się ogromna kałuż krwi. Wartownik spokojnie podszedł do ciała, przywiązał sznur do nóg, przyczepił do
siodła. Wsiadając na konia spojrzał na wystraszone dziewczynki i krzyknął do nich, że jak zaraz z tąd nie znikną to je też będzie musiał pozabijać Tak pociągnął zwłoki za koniem w kierunku Klasztoru drogą przy ulicy
Ogrodowej. Nasze dziewczyny z płaczem udały się pędem do domu. Pani ,która to nam
opowiadała, podczas relacji tego tragicznego wydarzenia, miała łzy w oczach i
powiedziała, że ten widok pościgu, upadającego człowieka i tego ciągnięcia
zwłok zapadł jej do końca życia…To traumatyczne wydarzenie zawsze będzie ją prześladować, jak mówiła, gdyż do tej pory nie miała do czynienia z tak gwałtowną i niezrozumiałą śmiercią jaką poniósł uciekający mężczyzna, który nie miał szans w starciu z konnym Żołnierzem uzbrojonym w karabin. Jak człowiek może strzelać do drugiego człowieka?-pytała, choć jak mówi nigdy nie uzyskała odpowiedzi na to pytanie, swego rodzaju wytłumaczenia. "To smutne, ale wtedy same bałyśmy się o swoje życie".
Ta historia wydarzyła się naprawdę. Miejsce obecnie
jest również skrzyżowaniem dawnych dróg, uczęszczanym na co dzień przez mieszkańców, czy pojazdy tamtędy przejeżdżające i nie ma żadnego śladu po tamtym zdarzeniu z przeszłości. Jedynie osoby, które to przeżyły noszą owych ludzi w pamięci jak i drzewa, które nie mówią, ale były świadkami, które milczą na temat wszystkiego co widziały. Wraz z Aldoną jesteśmy tam często, za każdym razem w
miejscu w którym stracił życie ten więzień – człowiek, wyczuwamy bardzo silną
energię, nazywają to pamięcią tła. To coś co czuje się wewnątrz, a co pozwala na jednoznaczne określenie,
że mamy do czynienia z miejscem w którym wydarzyło się coś złego.
Niedobrym jest i nigdy tego nie zaakceptujemy, że wojny oraz
śmierć mogą dosięgnąć wszystkich bez
wyjątku, oraz, że zwykli ludzie najczęściej płacą najwyższą ofiarę – ofiarę krwi, za błędy
innych rządzących światem., ich układy to czyjaś krew, pieniądze na mordowanie. Nie godzimy
się na przemoc, Jesteśmy przeciwko jakimkolwiek organizacjom, które mają tajne
zapisy w swym statusie, które mają tajemnice lub które używają fikołków
logicznych zręcznie maskując swe
prawdziwe intencje czy działania. Również jesteśmy przeciwko bezmyślnym przyjmowaniu uchodźców
do Europy. Uważamy, że owszem należy pomóc, ale patrząc na dumną historię
naszego kraju, nie przyjmujmy uchodźców jak leci, a dajmy im nadzieję i pomoc aby u siebie
walczyli o swój kraj.Nasi bracia i siostry walczyli o Polskę z podziemia nawet wtedy, gdy nie było żadnej nadziei. Odbudowaliśmy ją z gruzów i popiołu, a nie było łatwo. Czemu Ci owi uchodźcy nie zawalczą o swoje domy, historię i rodziny tylko pojawiają się w Europie i żądają poszanowania swoich praw i religii? Czemu nie są tacy uparci i zorganizowani u siebie?Nie jesteśmy rasistami, jednakże jak myślimy wielu z nas chciałaby żeby przede wszystkim Polska był dla swego narodu żywicielką, bezpieczną, dbającą o nasze dobro, po tylu latach walczenia o nią znowu ktoś chce ją nam odebrać wojną podjazdową. Pomagać owszem, ale nie odbierać godności mieszkającym i pracującym dla kraju Polakom żeby dać wszystko za darmo ludziom, którzy nie są w stanie zadbać o swój kraj i swój naród swoją pracą i poświęceniem.
Zapraszamy do naszej grupy na Facebooku - Szlakiem Starej Nowej Historii. Przynajmniej raz w miesiącu organizujemy spotkania na których wymieniamy się informacjami oraz odwiedzamy ciekawe miejsca nie tylko w Lubiążu, ale i okolicy oraz całego dolnegośląska. Zapraszamy serdecznie. Dzielcie się swoją wiedzą i pamiątkami, opowiedzmy historię naszego regionu razem!!!
Jeśli podoba się wam to co robimy, wesprzyjcie nas na Patronite Dziękujemy!!
niedziela, 1 czerwca 2014
Myślenie Relatywne
Po dłuższej nieobecności, spowodowanej nawarstwieniem wielu spraw. Postaram się opisać kilka nurtujących mnie myśli o tym naszym padole jestestwa.
Myślenie relatywne jest uzależnione od wielu czynników, ma swe początki w niespodziewanych przez nas momentach. Czasami jest tak, że chcemy być obiektywni i usilnie staramy się zachować swój poziom percepcji, jednak nawarstwianie bodźców zewsząd, powoduje, że relatywizm ma się dobrze.
W Dniu Dziecka, nasza, już zaprzyjaźniona rodzinka z Wrocławia. Postanawia zrobić sobie niedzielę poświęconą na poprawę relacji rodzinnych oraz wyjazd do ulubionego Klasztoru w Lubiążu. Po ostatnim pobycie w Klasztorze, w bardzo dobrych nastrojach wracali do domu. Opowiadali sobie, co ich zauroczyło, co zawładnęło wyobraźnią, dało ten obraz dowolnej interpretacji. Tato z zadumą i podziwem w głosie odpowiedział - Potęga i monumentalizm tego obiektu, jest może nie przytłaczający ale wywołuje wrażenie bezmiaru kształtów, linii prostych oraz tego magicznego układu perspektywy widzenia. Po pauzie myślowej, dodał - zapach jest charakterystyczny dla klasztornych pomieszczeń, ten zapach dobywający się z nieczynnych pieców, ten zapach ścian nasiąkniętych historią bytności ludzi w tych murach. Robi mocne wrażenie. Nasza mama, specjalistka od kuponów rabatowych w kolorowych czasopismach dla Kobiet. Odpowiedziała - To prawda, ten zapach przypomina mi czasy w których miałam obowiązkowy staż i mieszkałam u pewnej starszej pani, która posiadała piękny stary dom na obrzeżach Krakowa. Córka zwana rozwrzeszczaną nastolatką, z racji tego, że wiek dojrzewania ma swoje prawa i organizm na sterowanie hormonami nie posiada w tym wieku aktualizacji oprogramowania, a szkoda. Wracając, nasza, ok Mamy Córcia, odrywając głowę od telefonu komórkowego popularnej marki z jeszcze popularniejszym oprogramowaniem, uśmiechając się z błyskiem w oczach, mówi do Taty - Mnie ten zapach przypomniał o naszej starej szkole i o tym jak Pan Woźny, gdy pękła rura od ogrzewania, musiał wygasić piec. Pan dyrektor, biegał za nim coś gestykulując, jak Louis de Funes w filmie - " Żandarm z Saint - Tropez " ( młodzi ludzie wracają do klasyki kina ) a pan Woźny, wchodząc do kotłowni, z zewsząd dobywającymi się kłębami dymu, spokojnym krokiem, nie słuchając dyrektora uśmiechał się do nas patrzących z zaskoczeniem na to wszystko. Mama uśmiechnęła się, tato żachnął pod nosem. Nie do końca ten wasz zapach z szkoły, przypomina ten z Klasztoru, ale patrząc na to po przez wymiar wartości ulotnych to i klasztor, i wasza szkoła - były i są miejscami przekazywania wiedzy, zgoła odmiennej lecz służą dobrze i bez cienia widocznej przerwy. Jechali tak, nie spiesząc się, w szybach mijały zarysy drzew, domostw, łąk oraz sporadycznie - ludzi. Mama, dojeżdżając już pod dom w Wrocławiu, powiedziała: Lubiąż znam od wielu lat, od niedawna tam jeżdżę z wami moi drodzy, chciałabym abyśmy, gdy planujemy sobie jednodniowe wypady za miasto, wracali do Klasztoru i zadomowili się tam w tym obcowaniu z sztuką, może mocno ograbioną, lecz ciągle posiadającą swój jakże wielki urok.
W domu, po kolacji, szykując się do spania, przeglądając zdjęcia wykonane w dniu dzisiejszym. Zatrzymali się na jednym zdjęciu. Na tym, które robiła im jakaś dziewczyna. Spacerowała wśród drzew kasztanów, myślami gdzieś daleko, z malującym się na twarzy grymasem zadumy i tęsknoty. Córka, odważna poprosiła dziewczynę o to aby wykonała im zdjęcie. Przystała na to, widać było, że wyrwali ją z jakiegoś ważnego dialogu samej z sobą. Zrobiła zdjęcie, podziękowali i nie zaprzątali sobie myśli o dalszych losach dziewczyny od zdjęcia. Patrząc na zdjęcie, widoczna była droga, alejka wśród kasztanów, prowadziła od klasztornych drzwi, tych pod wieżami, prowadzącymi do kościoła pod wezwaniem Wniebowzięcia N. M. P. w linii prostej, do kościoła pod wezwaniem Św. Jakuba. Na pierwszym pniu napotkanego kasztanowca na tej alei, ktoś wyrył znak serca, z zaciekawieniem domyślając się tylko historii jego powstania. Jedno im nie dało spokoju, a mianowicie zasłyszana opowieść. Opowieść o tym, że w godzinach nocnych, można zaobserwować procesję, tą manifestację czegoś nadprzyrodzonego, tego ulotnego, nie do końca wyjaśnionego - procesję mnichów zakonnych która idzie, snuje się powolnym krokiem, płynie przez mgłę, tą alejką w kierunku do kościoła p. w. Św. Jakuba. Tato odparł, że jest jeszcze jedna ciekawa historia, tym razem całkowicie realna - kapłan odprawiający obrządek liturgiczny w kościele p. w. Wniebowzięcia N. M. P. przy otwartych drzwiach kościoła, widział kapłana w analogicznej funkcji, z kościoła p. w. Św. Jakuba. Obydwoje widzieli siebie doskonale. A ten zapach co wyczuwamy my wszyscy będący w klasztorze, to zapach manifestacji różnych bytów, i tych ujawnionych, i tych nieujawnionych a chcących być widzialnym.
Przed snem, oboje po cichutku, pomodlili się za dusze zmarłych w klasztorze.
Klasztor w Lubiążu jest naznaczony emocjami, energią oraz bytami wszelakiej maści. Zastanawiacie się, czy racjonalne myślenie i postrzeganie rzeczywistości ma swój wymiar odniesienia w klasztornych murach? Odpowiem wam z pełną odpowiedzialnością - racjonalizm postrzegania, w klasztorze, nie ma wymiaru - on jest w każdym z tych wymiarów, jest ciszą co mi towarzyszy gdy przemierzam samotnie korytarze klasztorne, jest tym dźwiękiem dobywającym się z oddali i który potrafi wyprostować włosy na głowie, jest tym światłem które w zaskakujący sposób pada na rzeczy jakie racjonalnie ujmując, nie powinny być aż tak doświetlone... Oraz jest tą prawdą o tym pięknym miejscu - warto wracać do niego.
sobota, 17 maja 2014
Czy sens ma wymiar czasu? Nostalgie lubiąskie...
Zastanawiasz się, czy sens w działaniu, w swoim życiu, ma wymiar trwania doczesnego, czy tylko chwilowego? Czasami sprawia wrażenie, że sens w naszym życiu, uwielbia zadawać pytania po przez czyny, jakich doświadczamy bądź doświadczymy, ale żyjąc w obecnych czasach, wszędobylskiego pośpiechu i tego paradoksalnego stwierdzenia o tym, że nasze doby życia trwają dwadzieścia trzy godziny, zamiast dwudziestu czterech, ciągle brakuje nam wszystkim tej jednej godziny na dobę. Szukanie sensu, to trudne zadanie.
Przechadzając się po Lubiążu, tudzież będąc w obiektach pocysterskich. Obserwuję, może i dobre przemiany, może i ciekawe rzeczy dzieją się, ale... no właśnie, ale?..
Lubiąż to mieścina, wiocha, jakich wiele? Zaraz odezwą się głosy, że to nie prawda, że może i jest szaro ale ludzie dają radę. Zgadza się, ludzie dają przysłowiową radę, jest kolorowo, przaśnie i fajnie, jednak brakuje tego sensu. Tego, co spaja ludzi do działania, do życia w wspólnocie, z odpowiedzialnością za miejsce w jakim przyszło im, nam żyć. Spotykam się z ludźmi, mieszkańcami Lubiąża, z gośćmi jacy przyjeżdżają odwiedzać tenże piękny zakątek Dolnego Śląska. W rozmowach, często przetacza się teza o tym, że: "Macie ludzi z potencjałem, jacy zajmują się wielowymiarowym okiełznaniem sztuk wszelakich, czy jest możliwym, aby zebrać was w jedno miejsce i abyście wspólnie, zyskując status rezydenta, promowali waszą miejscowość oraz Klasztor?"... Po zastanowieniu, odpowiedziałem, że tak, owszem jest taka możliwość, jednak brakuje tej weny od decydentów, aby powstała taka fajna grupa. Ponieważ byłaby zagrożeniem dla zaistniałego "ładu" jaki marazmem oraz sobie wiadomym układem politycznym trwa, nie tylko lokalnie, w całym naszym kraju również ma to miejsce. Także, z innej strony, czy w Fundacji Lubiąż jest miejsce na takich ludzi, jak ja, czy inni pasjonaci co zajmują się, zupełnie bezinteresownie, promowaniem cech pięknych i wrażliwych na zdjęciach, w opisach, w zbiorach wartościowych i zębem czasu podgryzionych? ... Na te i inne pytania, odpowiedzcie sobie sami, bez irytacji czy jakiś innych złych emocji. Powiem wam tylko, że brakuje mi tego odpowiedzialnego podejścia do wszystkiego co ma wartość czy to historyczną, czy tą ulotną - społeczną w wymiarach postrzegania na wielu płaszczyznach...
Dobrze, dość narzekania, bo ani to mój styl, ani warte tego aby opisywać tak dokładnie.
17. 05. 2014 r. oraz 18. 05. 2014 r. to dwa dni na zwiedzenie całego zespołu obiektów pocysterskich w Lubiążu. Zwiedzanie obejmuje, trasę Główną - rozszerzoną o strych oraz piwnice. Na moim Facebookowym profilu, są zdjęcia z tras strychowo - piwnicznych. Popieram i podpisuję się obiema rękoma pod tym, aby częściej organizować tego typu formę zwiedzania klasztoru, ponieważ nasze zaprzyjaźnione małżeństwo, jak wiecie z poprzedniego mojego wpisu, mieszka w Wrocławiu i chciałoby częściej odwiedzać miejsca historią nasiąknięte, albo wręcz ociekające takie jak Lubiąż.
Będąc dzisiaj w Klasztorze, pogoda nie była za łaskawa, jednak zobaczyłem ludzi co z uśmiechem zadowolenia, kroczyli w tereny sobie nieznane i z zaciekawieniem podziwiali mijające artefakty oraz dyskutowali między sobą na tematy zaobserwowane. Stałem w bramie głównej, schroniony przed deszczem, wpatrzony obiektywem aparatu na część pałacową klasztoru. Kątem oka, widząc mijających mnie ludzi. W pewnym momencie, bardziej skupiony na tym ciekawym zjawisku jakim jest widok uśmiechniętych ludzi w deszczową pogodę niż na szukanie synergii miejsca, czasu, światła, do zdjęcia. Dosłownie zafrapowałem się, takie to było niesamowicie poruszające. Trwało to może, z kilka minut, chciałoby się rzec - chwilo trwaj, jednak każda chwila ma swój sens oraz czas trwania. Wsiadając do samochodu, natłok myśli wraz z obrazami przeistoczył się w stwierdzenie, że jutro warto raz jeszcze przyjechać do klasztoru.
Jadąc przez Lubiąż, zastanawia mnie zawsze, co ludzi trzyma w tym miejscu, dlaczego akurat tutaj chcą żyć? Odpowiedź może być tylko jedna - są u siebie. Dbają, tak jak mogą, o to aby nam wszystkim jakoś znośnie żyło się w tym padole miejsca ciekawego.
Jesteście ciekawi, co robi nasza rodzinka z Wrocławia? Sobota u nich wygląda normalnie, jak zwykle, z dużą dozą fajnych chwil, oraz z planami aby jutro / 17. 05. 2014 r. / przyjechać do Lubiąża, co skrupulatnie opiszę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















